Aktualności

Dobry mecz łodzian. Porażka po dogrywce. ŁKS – Lech 0:1

16
25 / 09 / 2018

Piłkarze ŁKS-u nie mają powodów do wstydu. Łodzianie stoczyli z Lechem zażartą walkę, a zwycięskiego gola faworyt zdobył dopiero w ostatniej minucie dogrywki. Zabrakło niewiele…

Sześć lat czekali kibice ŁKS-u na mecz z takim rywalem. „Kolejorz” ma na polskim podwórku wyrobioną renomę, nic więc dziwnego, że trzecia drużyna zeszłego sezonu była w starciu z beniaminkiem pierwszej ligi zdecydowanym faworytem. Ełkaesiacy tanio skóry sprzedać jednak nie zamierzali i to pomimo tego, że trener Kazimierz Moskal zdecydował się na szereg zmian w składzie względem ostatniego ligowego spotkania.

O tym, że łodzian nie należy lekceważyć przekonali się lechici już w 5. minucie. Rekonwalescent Bartłomiej Kalinkowski przechwycił piłkę w środku boiska, znakomicie zagrał do Rafała Kujawy, ten znalazł się oko w oko z bramkarzem Lecha, strzelił jednak za słabo i golkiper zdołał odbić futbolówkę. O tę powalczył jeszcze Kamil Żylski, dzięki czemu sekundę później z kilkunastu metrów uderzył Jakub Kostyrka. Piłka poszybowała niestety nad poprzeczką.

„Rycerze Wiosny” nie ułatwiali zadania faworytowi. Grali bardzo ambitnie, potrafili wyjść spod pressingu rywala, doskonale z Gytkjærem radził sobie Maksymilian Rozwandowicz, a kilka razy przeprowadzili nawet gospodarze składne akcje, których jednak nie zdołali spuentować strzałem na bramkę. W 23. minucie po dobrym prostopadłym podaniu Kamila Żylskiego w dogodnej sytuacji miał szansę znaleźć się Kostyrka, zanim jednak futbolówka dotarła do młodego pomocnika jeden z obrońców Lecha zażegnał niebezpieczeństwo, zdaniem części widzów niezgodnie z przepisami.

Końcowe dwadzieścia minut pierwszej odsłony upłynęły pod dyktando poznaniaków. Gospodarze, być może wskutek utraty sił, nie potrafili zachować odpowiednich odległości w linii obronnej, na domiar złego w łatwy sposób pozbywali się piłki, skutkiem czego na bramkę Budzyńskiego sunął atak za atakiem. Przed przerwą Lech gola jednak nie zdobył, bo kapitalnie między słupkami łódzkiej jedenastki spisywał się rezerwowy dotychczas bramkarz ŁKS-u.

Dominik Budziński świetnie wybronił strzał z kilku zaledwie metrów Christiana Gytkjæra (wcześniej, dośrodkowania Kamila Jóźwiaka nie zdołał przeciąć Kostyrka), poradził sobie również z kąśliwym uderzeniem Tiby, po tym jak piłkę stracił na środku boiska Mateusz Gamrot. Lepszy okazał się też były bramkarz Śląska Wrocław od Portugalczyka w 42. minucie, a i od João Amarala chwilę potem. W końcu w ostatniej minucie tej części gry wyciągnął się jak struna i fantastyczną robinsonadą zatrzymał futbolówkę po silnym uderzeniu Jóźwiaka.

Po zmianie stron w ełkaesiaków wstąpiły nowe siły. Co prawda w 55. minucie Kamil Jóźwiak stanął oko w oko z bramkarzem ŁKS-u, ale po pierwsze – utalentowany zawodnik Lecha chybił w doskonałej sytuacji, a po drugie – potem łodzianie nie pozwalali rywalowi już na tak wiele, co nie znaczy że goście nie stworzyli sobie jeszcze kilku okazji do zdobycia gola.

Mądrze jednak grali gospodarze, a i potrafili nawet na chwilę przejąć inicjatywę. Zabrakło tylko gola, bo w 60. minucie po dalekim podaniu przed szansą stanął rozgrywający niezłe zawody Bartosz Widejko. Lewy defensor ŁKS-u minął bramkarza gości, w decydującym momencie chyba się jednak przestraszył nadbiegającego obrońcy, zamiast więc skierować piłkę do siatki zawahał się i ten błąd wykorzystał przeciwnik.  W 68. minucie Kujawa uderzył wprost z Putnocky’ego, z kolei kwadrans przed końcem futbolówka zatrzepotała w siatce bramki Lecha, sęk w tym że główkujący w stronę napastnika Kamil Juraszek znajdował się na pozycji spalonej (nie tylko zresztą on), bramki Kujawy sędzia więc nie mógł uznać.

Doświadczony snajper na listę strzelców miał szansę wpisać się też w 83. minucie, po świetnym podaniu Piotra Pyrdoła (dał dobrą zmianę) do Widejki, a potem dośrodkowaniu tego ostatniego – niestety, i tym razem efektowny strzał nożycami Kujawy okazał się niecelny. Lech również nie próżnował, a chociaż to i on częściej utrzymywał się przy piłce, nie zdołali przyjezdni w regulaminowym czasie gry znaleźć recepty na rozmontowanie defensywy rywala. Po strzałach Tiby futbolówka szybowała obok słupka, uderzenie wślizgiem Gytkjæra okazało się minimalnie niecelne, a w innych sytuacjach znakomicie interweniował rozgrywający znakomite zawody Budzyński – tak jak w doliczonym czasie gry, kiedy kolejny raz zatrzymał Amarala.

A potem była dogrywka, w której obraz gry nie uległ zasadniczej zmianie. Lech miał przewagę, ełkaesiacy kilkukrotnie groźnie skontrowali faworyta, znakomicie interweniował Budzyński. Kiedy wydawało się, że losy awansu rozstrzygnie seria jedenastek „Kolejorz” wykorzystał poważny błąd gospodarzy w defensywie – Klupś popędził prawym skrzydłem, zagrał do Gytkjæra, a choć uderzenie napastnika znów wybronił bramkarz ŁKS-u, nie miał szansy na skuteczną interwencję przy dobitce pozostawionego bez opieki Amarala. Do drugiej rundy Pucharu Polski awansowali więc poznaniacy.


I runda Pucharu Polski / ŁKS Łódź – Lech Poznań 0:1 (po dogrywce).

  • Bramki: 0:1 Amaral 120
  • Żółte kartki: Cywka, Trałka (Lech)
  • Sędziował: Szczech (Warszawa)

Składy:

  • ŁKS: Budzyński – Rozmus, Rozwandowicz, Juraszek, Widejko, Kostyrka (58 Pyrdoł), Gamrot, Łuczak (88 Wolski), Kalinkowski, Żylski (63 Bryła), Kujawa (99 Radionov).
  • Lech: Putnocky – Cywka, Janicki, Goutas, Kostewicz, Jóźwiak (77 Klupś), Tiba, Trałka, Gajos (64 Raduc), Amaral, Gytkjær.

Autor: Remek Piotrowski

POWRÓT






Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partner strategiczny

Partner techniczny

Partner medyczny

[FM_form id="1"]