Klub

Lens Strong: ŁKS? Wszędzie go pełno

17.10.2020

17.10.2020

Lens Strong: ŁKS? Wszędzie go pełno

fot. Lens Strong

„ŁKS to klub, który nie ulega modom. I nie ma obawy, że kiedyś się nam znudzi”. Kojarzycie Lens Strong? Zapewne tak, więc dziś kibica ŁKS-u, znanego w ełkaesiackim środowisku twitterowicza, zawziętego fotografa i przy okazji ojca młodego piłkarza Akademii poznamy jeszcze lepiej.

Lens Strong kibicuje ŁKS od dziecka, chociaż jak sam przyznaje przy al. Unii 2 zaczął się regularnie pojawiać dopiero przed „trzydziestką”. Na historię tego zauroczenia wpływ miał jednak nie mecz, nie piłkarz i nie historyczny sukces. Zaczęło się banalnie. Od zabawy. Agrafką.

– Miałem sześć lat. Na jednym z retkińskich podwórek zapanował szał na agrafki oplecione kolorowymi drucikami. Można taką było elegancko wpiąć sobie w koszulkę. Miałem różne kolory tych agrafek, ale ta biało-czerwono-biała najbardziej przypadła mi do gustu. Pierwszy mecz to z kolei jednorazowy wypad z tatą. Następnie śledziłem z zapartym tchem wyniki ŁKS-u w telegazecie, internetowe forum i magazyn „Gol”. A dopiero po tym był stadion – opowiada kibic ŁKS-u, który wychował się na Retkini, potem mieszkał nieopodal stadionu na Karolewie, a dziś już na Starym Polesiu.

Po prostu jest

Kiedy już jednak trafił na trybunę ełkaesiackiego stadionu został na niej na dobre, chociaż w ostatnich latach częściej niż na sektorze można go spotkać na poziomie murawy, skąd utrwala pojedynki „Rycerze Wiosny” w obiektywie swojego aparatu. Dziś łódzki klub to dla niego oczywistość. Coś, z czym nie sposób się rozstać. Coś, co towarzyszy człowiekowi każdego dnia.

– ŁKS to klub, który nie ulega modom. Ja nie przepadam za modnymi rzeczami, takimi na jeden sezon, które następnego roku są już passé. Kiedyś prezes Salski powiedział, że futbol to religia. Też dostrzegam tu dużo podobieństw – zauważa fan ŁKS-u, dla którego najważniejsze są emocje. Dzięki nim – jak sam mówi – można odreagować po tygodniu ciężkiej pracy.

Kiedy pytam go o to, czym w istocie jest dla niego ŁKS i czy w ogóle można tę swoistą więź jakoś zdefiniować, ubrać w gładkie słówka, zamknąć w pamiętliwym frazesie, zastanawia się chwilę, po czym odpowiada:

– Zawsze jest go pełno. Wszędzie. To Jarkowie Bako i Soszyński mieszkający w tym samym bloku. To kibice wrzeszczący pod „Agatą” w ’98. To Ryszard Polak przechadzający się po Karolewie i śp. trener Zając, którego często spotykałem na klatce. To Kamil Rozmus, czy Tadej Vidmajer, których mijałem gdzieś na Starym Polesiu albo Mariusz Przybyła „przyłapany” przy obiedzie w „Słońcu Toskanii”. To grafy na murach, derbowe transparenty na wiaduktach, i ten dreszczyk emocji, gdy dostrzegasz z oddali święcące się jupitery. To narzeczeńskie wypady na stadion – wtedy jeszcze z narzeczoną, a dziś już z żoną, w trakcie których przekonywałem, że „nikogo tam nie biją”. To Igor Sypniewski z synem na plecach po wywalczeniu awansu. To wspomnienia starej hali i koszykarek. To niedawna feta po awansie do ekstraklasy i złoto pięknych siatkarek. To Minerska i Szkoła Gortata! ŁKS po prostu jest. Tak sobie myślę, że gdyby naukowcy dokładnie zbadali powietrze po tej stronie Łodzi, to na bank oprócz tlenu i azotu znaleźliby tu jeszcze jakiś pierwiastek. Taki na trzy litery.

Wypisał się z „Komitetu”

Lens Strong jest ojcem młodego zawodnika Akademii ŁKS. W piłkę trenował też jego starszy syn, a chociaż zakończył już swoją przygodę z futbolem, wcześniej zdążył „zarazić” futbolową pasją młodszego brata.

– W trakcie przygody z piłką starszego syna zrobiłem chyba wszystkie możliwe błędy jako były na szczęście członek „Komitetu Oszalałych Rodziców”. To zawsze był problem młodzieżowej piłki. Dziś na Minerskiej bardziej niż kibicem jestem tatą. Na grę syna patrzę bardziej przez pryzmat jego pasji, w której nie wynik jest najważniejszy. Tych odpowiednich zachowań uczyłem się długo, zwłaszcza w trakcie przygody z futbolem starszego syna. Dziś bardzo pomaga mi aparat fotograficzny. Skupiam się na zdjęciach i dzięki temu aż tak nie emocjonuję się grą chłopaków. W roli kibica górę zwykle biorą emocje. W roli ojca należy używać głowy – wyjaśnia Lens Strong, chociaż przyznaje, że niełatwo postawić granicę. – Ciężka sprawa, ale można się nauczyć bycia mądrym rodzicem-kibicem. Tego, by nie sterować dzieckiem podczas meczu, nie krytykować decyzji trenerów i sędziów. Najlepsze, co można zrobić, to kibicować pozytywnie, bez tego niepotrzebnego zacietrzewienia i negatywnych emocji – dodaje.

Dzięki obcowaniu z Akademią ŁKS uczą się więc wszyscy. Tata, mama, synowie. Nie tylko pracy nad sobą, radzenia sobie z presją, punktualności i dobrej organizacji, by na wszystko starczało zawsze czasu.

– Uczymy się tego, jak pomóc dziecku, by przede wszystkim cieszyło się swoją pasją – wyjaśnia kibic.

Nie zmieniać jego charakteru

Tempo życia, każdego kolejnego tygodnia i miesiąca wyznaczają więc w domu naszego bohatera (oczywiście poza pracą i szkołą) treningi syna, mecze, spotkania w klubie. A po całym dniu, na przykład przy kolacji, można o tym wszystkim porozmawiać, powspominać wypadki ostatnich dni, zastanowić się nad tym, co przyniesie jutro.

– Zawsze rozmawiamy o tym, jak było na treningu i muszę przyznać, że z zapartym tchem słucham, gdy syn opowiada nam o swoich boiskowych akcjach, o tym co go cieszy i co wywołuje uśmiech na jego twarzy. Oczywiście stale analizujemy też mecze pierwszoligowej drużyny i zespołów rezerw. Moja żona bardzo zaangażowała się w pomoc trenerom drużyny naszego syna i w miarę swoich możliwości pomaga „ogarniać” różne ważne dla tego rocznika sprawy. W domu więc stale przewijają się ełkaesiackie tematy i słychać niekończące się rozmowy, nierzadko z innymi rodzicami, bo a to trzeba przekazać im jakąś informację, a to zebrać jakieś pieniądze, a to stroje zamówić – opowiada Lens Strong.

Lens Strong na dobre połknął bakcyla. Dziś trudno byłoby mu wyobrazić sobie życie bez łódzkiego klubu, bez meczów, bez tych wszystkich rozmaitych ełkaesiackich spraw, którymi żyje się w jego domu.

– Nie ma takiej rzeczy, której nie wybaczyłbym klubowi, ale już w przypadku działaczy coś takiego zapewne by się znalazło, na przykład gdyby w przyszłości zniszczyli wszystko to, co na przestrzeni kilku lat wypracowali przy al. Unii 2 Salski i spółka, lub gdyby postanowili zmienić historyczne DNA tego klubu, jego charakter i gdyby w końcu zrezygnowali w budowaniu klubu z energii i zaangażowania kibiców – wyjaśnia kibic.

Ćwierka o ŁKS

Kibica Łódzkiego Klubu Sportowego kojarzycie zapewne także z ełkaesiackiej przestrzeni internetowej, przede wszystkim z Twittera. Kiedyś ktoś zapytał o to, dlaczego ludzie korzystają z tego portalu. Lens Strong odpowiedział żartobliwie, że inne narkotyki są zabronione. Coś w tym jest, bo dyskusje o ŁKS-ie , które się tam od dawna toczą, są i ciekawe, i niekiedy zażarte. To też kamyczek do ogródka tych wszystkich, którzy zastanawiają się nad tzw. poziomem dyskusji o futbolu w naszym kraju.

– U nas, i nie mam tu na myśli wyłącznie łódzkich kibiców, jest zwykle tylko czerń, biel i… krótka pamięć. Żadnych odcieni. Niczego pomiędzy. W ŁKS-ie też tak było, na szczęście coś zaczęło się zmieniać. To nasze postrzeganie wielu spraw zmieniły rządy prezesa Tomasza Salskiego. Poza tym każdy pamięta jeszcze o mitycznych szejkach z Dubaju i „przeplatance” u komornika. Od pewnego czasu klub już się nie cofa, tylko stale rozwija. Oczywiście poziom dyskusji nadal jest różny. Odnoszę wrażenie, że na Twitterze jest ciekawiej, mądrzej, do tego bardzo dowcipnie. Na Facebooku wielu naszych sympatyków nie ma skrupułów, że wspomnę tylko falę hejtu, która wylała się w ekstraklasie na Janka Sobocińskiego – zauważa kibic.

W ełkaesiackim obiektywie

Wspomnieliśmy już o Lens Strong – kibicu. Wspomnieliśmy już i o Lens Strong – ojcu piłkarza Akademii i uczestniku niekończącej się dyskusji o klubie toczącej się na Twitterze. Ale jest jeszcze Lens Strong – fotograf.

– Wkręciłem się w fotografię jeszcze w podstawówce. Zenit TTL ojca, co to był za aparat! Pamiętam, jak wywoływałem negatywy i zdjęcia w łazience. Do swojej starej pasji wróciłem, gdy synowie zaczęli grać w piłkę. Zapewne skończyłoby się na domowym archiwum, gdyby nie spotkanie z Wojtkiem z działu marketingu ŁKS-u, który zachęcił mnie do tego, żeby spróbować coś „strzelić” na meczu pierwszej drużyny.

Dziś kibic ŁKS-u pojawia się wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego z punktu widzenia ełkaesiaków. I nie tylko. Piłka nożna, siatkówka, koszykówka, pływanie, młodzież, oldboje, reprezentacja – spotkacie go na wielu sportowych arenach.

– Na swoje zdjęcie na okładce „Przeglądu Sportowego” jeszcze muszę cierpliwie poczekać, ale na razie udało się zdobyć pierwszą nagrodę za najlepsze zdjęcie amatorskie w Polskim Konkursie Fotografii Sportowej w 2019 roku. Fotografia sportowa jest jak narkotyk i nie może się znudzić. Każdy sport ma swoją specyfikę i każdy z nich można przedstawić na tysiąc sposobów, korzystając z różnych kombinacji czasu, przysłony i ogniskowej obiektywu. Zawsze ogromnie cieszę się z publikacji mojego zdjęcia w mediach. Zwłaszcza na stronie ŁKS-u – przyznaje Lens Strong, którego prace możecie znaleźć na Instagramie, Facebooku i Twitterze.


Czytaj także inne artykuły z kibicowskiego cyklu:


Rozmawiał: Remek Piotrowski