Aktualności

Prezes ŁKS stracił wąsy. Na czym zarabiał klub w przeszłości

10
16 / 07 / 2020

fot. NAC / Mecz ŁKS Łódź – Starachowice w Łodzi (1939 rok)

Przed wojną ŁKS nie mógł liczyć na wpływy z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych, nie mógł i liczyć na wsparcie takich jak firma forBET sponsorów, więc ażeby wypromować swoją działalność, a potem znaleźć na nią środki korzystał z szeregu innych narzędzi. Dziś przypomnimy pięć najpopularniejszych.

Prasa. Jak napiszą dobrze…

ŁKS już na początku XX wieku zrozumiał, że  jego rozwój jest ściśle uzależniony od zaangażowania mieszkańców miasta. W czasach, gdy nikt nie słyszał jeszcze o telewizji, Facebooku czy Twitterze, a jednym z głównych atutów „marketingowych” klubu była bliskość przystanku tramwajowego (sic!), niepoślednią rolę w promocji klubu, przekładającą się potem na jej dochód odgrywała prasa.

Z tego właśnie powodu jeszcze przed pierwszą wojną światową sprawą kluczową dla „być albo nie być” ełkaesiaków okazały się cotygodniowe artykuły w „Gazecie Łódzkiej” autorstwa ówczesnego trenera (a i piłkarza) ŁKS-u Bernarda Millera. Pełniły one rolę tuby propagandowej i przyczyniły się do rozpowszechnienia wiedzy o działalności klubu.

Bernard Miller opisując w 1913 roku na łamach popularnego dziennika przebieg walnego zebrania członków ŁKS-u, zdaje się nie przez przypadek informował czytelników o sukcesach klubu (mistrzostwo Łodzi), wprowadzeniu „stałych lekcji gimnastyki” i otwarciu własnego boiska, co jak szybko zauważano w mieście – przełożyło się na „zainteresowanie się sportem szerszej publiczności”. Teraz takie zainteresowanie należało „zmonetyzować”.

Bilety. W księgarni

W pionierskim okresie działalności ŁKS-u, nie inaczej jak dzisiaj, ważną rubrykę w księdze rachunkowej klubowego skarbnika stanowili kibice. W 1913 roku ełkaesiacy zarobili ok. pięciu tysięcy rubli, z czego prawie dwa tysiące pochodziły ze sprzedaży wejściówek na zawody sportowe, w tym przede wszystkim mecze piłkarskie.

Kluczową rolę w ich sprzedaży pełniły w tym czasie zaprzyjaźnione i współpracujące z klubem… księgarnie, jak ta z ulicy Przejazd 14 czyli dzisiejszej ulicy Tuwima, w której można było nabyć bilety na przykład na cieszące się największą popularnością mecze międzymiastowe. Ówcześni działacze znali starą jak świat maksymę „kibic płaci, kibic wymaga”, dlatego już pierwszy obiekt ŁKS-u, czyli boisko przy ul. Srebrzyńskiej zostało wyposażone w prowizoryczne trybuny i lożę dla specjalnych gości.

Warto dodać, że później czyli w dwudziestoleciu międzywojennym ŁKS mógł się pochwalić jedną z najwyższych frekwencji w Polsce, choć np. w latach 30. bilety na mecze ełkaesiaków należały do najdroższych w kraju.

Składka i można nosić znaczek

Przed wojną (tę pierwszą i tę drugą również) każdy członek ŁKS-u był zobligowany do opłacenia składki członkowskiej. Już we wspomnianym 1913 roku, a więc tuż przed wybuchem Wielkiej Wojny, wpłaty własne członków klubu stanowiły sporo, bo ok. 10 proc. budżetu klubu.

Nie inaczej było w dwudziestoleciu międzywojennym. Wiemy, że w połowie lat 20. każdy z kandydatów na członka klubu poza złożeniem pisemnej deklaracji członkowskiej musiał zapłacić wpisowe (3 zł), a następnie regularnie opłacać stałą miesięczną składkę w wysokości 1 zł, przy czym czynni sportowcy, czyli ci reprezentujący barwy ŁKS-u, wpłacali połowę tej sumy.

Co utrzymywali w zamian? Członkom klubu przysługiwało prawo korzystania z obiektów i sprzętu należących do ŁKS-u, mogli także brać udział w Walnych Zgromadzeniach, korzystać ze zniżek na imprezy organizowane przez klub, oraz – co było wówczas sprawą wielce prestiżową – przysługiwało im prawo noszenia znaczka klubowego na przykład w klapie marynarki.

W teatrze i na zabawie. Prezes stracił wąsy

Przed pierwszą wojną światową Bernard Miller zdradził na łamach prasy, że „dochód ełkaesiaków z teatru wynosił 2311 rubli i 8 kopiejek”. Co miał na myśli? Otóż sprytnym sposobem klubu na podreperowanie budżetu, poza składkami członkowskimi i sprzedażą biletów na mecze piłkarskie, stały się także rozmaite imprezy artystyczno-kulturalne, zazwyczaj niezwiązane ze sportem

„Łódzki Klub Sportowy organizuje w dniu 28 b. m., jutro, w lokalu Domu Ludowego, przy ul. Przejazd nr. 34, wieczornicę muzyczno wokalno-deklamacyjną. […] biorą dział: Maria Wilkoszewska (śpiew), Jadwiga Horstówna (deklamacya), Stanisław Górski (śpiew) i Henryk Małkowski” – anonsowali jedną z takich imprez w 1911 roku ełkaesiacy.

Tego typu imprezy organizowano przede wszystkim w sezonie zimowym, między innymi we wspomnianej sali Domu Ludowego przy ulicy Przejazd 34 (dziś Tuwima), z kolei nieco później imprezy taneczne, wieczory karnawałowe, rauty i koncerty odbywały się także w Hotelu Adolfa Manteufla przy ulicy Zachodniej 45 (obecnie 81/83 – współczesnym łodzianom adres ten kojarzy się zapewne z nieistniejącym już kinem „Cytryna”).

Dodajmy, że jedną z takich zabaw ówczesny prezes ŁKS Wacław Taubwurcel przypłacił utratą swoich pięknych wąsów. Szef łódzkiego klubu wpadł bowiem na pomysł urozmaicenia imprezy tzw. ogniami bengalskimi. Wśród zmagazynowanych na tę okazję w klubowym lokalu fajerwerków znalazły się również tzw. „żabki”, które jeszcze przed imprezą na próbę postanowił odpalić jeden z najlepszych wówczas naszych piłkarzy, Zenon Sienkiewicz. Złośliwa „żabka” po odpaleniu wskoczyła niestety do pudła z pozostałymi fajerwerkami, więc już chwilę po tym w akcji gaszenia pożaru wzięło udział kilkunastu członków ŁKS-u na czele ze wspomnianym prezesem Wacławem Taubwurcelem. Szef ełkaesiaków stracił w międzyczasie jednego wąsa, a że tak po ulicy chadzać nie zamierzał, wkrótce pod brzytwę poszedł także ten drugi.

Wymiana, o której wiemy niewiele

ŁKS już przed wojną zdobył w mieście taką popularność, że właściciele niezliczonej liczby firm, sklepów i punktów świadczących rozmaite usługi zwrócili na niego uwagę. Wielu z nich przygotowywało dla łódzkich sportowców specjalne oferty, niewykluczone że część z nich współpracowała z klubem na zasadzie wymiany bezgotówkowej. Profity czerpała zwykle każda ze stron.

Na różnego rodzaju materiałach klubowych z lat 30. pojawiają się m.in. reklamy sklepu Franciszka Hesse przy ulicy Andrzeja 1, specjalizującego się m.in. w sprzedaży odzieży dedykowanej miłośnikom automobilizmu; pojawiały się na nich także reklamy słynącej z produkcji swetrów wytwórni „Olymp” z Piotrkowskiej 70 i sklepu obuwniczego „A. Lewandowski” ze Śródmiejskiej 9 (dzisiaj Więckowskiego). Nie zabrakło na nich Hotelu „Savoy” z Traugutta 6 i „Polonia-Palace” z Narutowicza 38 (ten ostatni proponował sportowcom „cenę jednolitą” – 3 złote za dobę) oraz Grand Hotelu wraz ze słynną restauracją „Malinowa”, która była częstym miejscem spotkań sportowców i działaczy ŁKS-u. Ciężko stwierdzić w jakim zakresie współpracował klub ze słynącą z wykwintnej kuchni i piwa świętojańskiego restauracją „Louvre” (ul. Piotrkowska 86), ale i tutaj coś musiało być na rzeczy. Dodać należy do tego, że bardzo znana wówczas w mieście, istniejąca od 1919 roku i znajdująca się na Rynku Bałuckim „Mechaniczna wytwórnia rowerów St. Rędzia” reklamowała się na stadionie ŁKS za sprawą wielkiego szyldu.


Autor: Remek Piotrowski
POWRÓT

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partner strategiczny

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partner techniczny

Partner medyczny

[FM_form id="1"]