Aktualności

Pozwolili mistrzowi na przełamanie. Piast Gliwice – ŁKS 2:1

-1
15 / 12 / 2019

fot. Artur Kraszewski

Przed meczem na boisku najlepszej drużyny poprzedniego sezonu wielu kibiców z Łodzi punkt wzięłoby zapewne „w ciemno”. Po spotkaniu trudno jednak nie mówić o ogromnym niedosycie, gdyż to ełkaesiacy przez większą część zawodów wydawali się bliżej wygranej, a wracają do domu z niczym.

W przedmeczowych zapowiedziach ełkaesiacy deklarowali, że jadą do Gliwic zrewanżować się za pechową porażkę 0:1 w pierwszej części sezonu. I rzeczywiście, od samego początku to biało-czerwono-biali byli stroną dużo bardziej aktywną – doskonale zdając sobie sprawę z kryzysu mistrza Polski, który w trzech poprzednich meczach nie tylko nie zdobył punktu, ale nawet nie strzelił gola. Zadania podopiecznym Kazimierza Moskala nie ułatwiały jednak warunki panujące przy Okrzei, gdzie murawa była bardzo mocno nasiąknięta wodą, a miejscami… nie było jej wcale.

Pierwszą groźną okazję pod bramką Frantiska Placha łodzianie stworzyli w dziewiątej minucie. Z prawej strony mocno dośrodkował Maciej Wolski, a Pirulo – grającemu w niedzielę w roli najbardziej wysuniętego – zabrakło centymetrów, aby dojść do piłki i z kilku metrów pokonać golkipera gospodarzy. Po raz kolejny w opałach gliwiczanie byli w 14. minucie, gdy z lewej strony przedarł się Michał Trąbka, a jego uderzenie Plach z trudem sparował przed siebie. „Rycerze Wiosny” nie ustawali w atakach i po kolejnych czterech minutach słowacki bramkarz znów musiał się wykazać, aby pewnie złapać piłkę i nie dać tym samym nikomu szansy na dobitkę po strzale Wolskiego zza „szesnastki”.

W następnej fazie spotkania obraz gry nieco się wyrównał, ale – jak się okazało – była to cisza przed burzą. Burzą oklasków, które pojawiły się w szczelnie wypełnionym sektorze gości, a których sprawcą był Maciej Wolski. Bo to właśnie pomocnik ŁKS-u w 25. minucie przytomnym zagraniem wykończył efektowną akcję kolegów z prawego skrzydła i z bliska posłał piłkę do siatki obok bezradnego Placha. Warto odnotować, że dla 22-latka rodem z Nowego Miasta Lubawskiego było to premierowe trafienie na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej.

Po objęciu prowadzenia ełkaesiacy starali się w swoim stylu utrzymywać jak najdłużej przy piłce i tym samym ograniczyć ryzyko składnych akcji w wykonaniu zawodników Waldemara Fornalika. Taka konsekwencja w grze przynosiła skutek, bo miejscowi – nie licząc jednego zamieszania po rzucie rożnym – praktycznie nie potrafili wykreować dogodnej dla siebie sytuacji pod bramką Arkadiusza Malarza.

Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał „Piastunki” oddały dopiero na pięć minut przed końcem pierwszej połowy. Uderzenie głową Dominika Steczyka było jednak zdecydowanie zbyt słabe, aby zaskoczyć bramkarza ŁKS-u. Wypada jeszcze dodać, że przed przerwą gra w Gliwicach wyraźnie się zaostrzyła, co poskutkowało żółtą kartką dla Tomasa Huka i dwoma żółtymi, a w konsekwencji czerwoną, dla… kierownika tej drużyny – Adama Fudalego.

W doliczonym czasie do regulaminowych 45 minut zawodnicy obrońcy tytułu zamknęli wprawdzie jeszcze ełkaesiaków na ich połowie, lecz na szczęście brakowało im pomysłu, aby rozmontować solidnie działający dotąd blok defensywny. A gdy już zdołali dojść do sytuacji strzeleckiej – jak Jorge Felix w ostatniej akcji przed zejściem na przerwę – to problemy stwarzała im precyzja. Do przerwy zatem ŁKS jak najbardziej zasłużenie wygrywał 1:0.

Raptem trzy minuty po przerwie łodzianie mogli już prowadzić różnicą dwóch goli. Po kolejnej ładnej tego dnia akcji z lewej flanki mocno dośrodkował Michał Trąbka, a piłka minęła  wszystkich w polu karnym i trafiła pod nogi nadbiegającego Bartłomieja Kalinkowskiego. 25-letni pomocnik bez namysłu przymierzył po długim rogu, ale pomylił się nieznacznie i piłka przeleciała obok prawego słupka bramki Placha.

Wynik zmienił się za to w 53. minucie, gdy łodzianie zaspali we własnym polu karnym przy rzucie rożnym dla Piasta. Do mocno bitej piłki najwyżej wyskoczył wtedy Piotr Parzyszek i Malarz zmuszony był wyciągać piłkę z siatki. Dla rosłego napastnika „Piastunek” był to szósty gol w tym sezonie, ale trzeba pamiętać, że do tej pory oprócz niego bramki dla gliwickiego zespołu zdobywali jeszcze tylko Jorge Felix i Gerard Badia (dorobek ten uzupełniają trzy samobójcze trafienia rywali).

Po stracie gola ŁKS na chwilę stracił werwę do gry, ale już w 58. minucie „Rycerze Wiosny” byli o włos od tego, aby odzyskać prowadzenie. Z linii pola karnego z półobrotu uderzył Trąbka i chybił doprawdy minimalnie. Inna sprawa, że po wyrównującym golu dużo odważniej zaczęli poczynać sobie gliwiczanie i raz po raz w polu bramkowym gości dochodziło do niebezpiecznie wyglądających starć. Bartosz Frankowski musiał też dwa razy sięgnąć do kieszeni po żółte kartki dla ełkaesiaków, co w przypadku Adriana Klimczaka skutkuje niestety absencją w najbliższym meczu.

W 68. minucie szarżą przez pół boiska błysnął Dani Ramirez, którego dopiero faulem tuż przed linią pola karnego umiał zatrzymać jeden z graczy Piasta. Do rzutu wolnego podszedł sam poszkodowany, ale trafił w mur, a dobitki kolegów zostały zblokowane w gąszczu nóg. Chwilę wcześniej znakomitą okazję miał Łukasz Sekulski, ale nie opanował należycie piłki dogranej przez Ramireza. Później też ton grze nadawali ełkaesiacy, tyle że niewiele konkretnych zderzeń wynikało z tego pod bramką gospodarzy.

Za to na pięć minut przed końcem szczęście uśmiechnęło się do obrońców ŁKS-u.  Najpierw z piłką w błocie zaplątał się, wychodzący sam na sam z Malarzem, Felix, a po chwili Gerard Badia z całej siły trafił w poprzeczkę. Kilka chwil później groźnie uderzał wprowadzony w drugiej części Patryk Tuszyński, lecz z tym strzałem poradził sobie „Malowany”. W 88. minucie ten doświadczony bramkarz był już jednak bezradny przy silnym strzale Felixa. W taki oto niefrasobliwy sposób ŁKS wypuścił z rąk co najmniej punkt w starciu z niebiesko-czerwonymi i poważnie skomplikował swoją sytuację w tabeli…

Ostatni mecz w tym roku ŁKS rozegra już w najbliższy czwartek. O godzinie 18:00 przy al. Unii dwukrotni mistrzowie Polski podejmą ostatnią w tabeli Wisłę Kraków. Będzie zatem szansa, aby zrewanżować się wiślakom za dotkliwą porażkę 0:4 z sierpnia pod Wawelem i w dużo lepszych nastrojach udać się na świąteczną przerwę, która w tym roku będzie wyjątkowa krótka!


19. kolejka PKO Ekstraklasy / Piast Gliwice – ŁKS Łódź 2:1 (0:1)

  • Bramki: 0:1 – Maciej Wolski (25′), 1:1 – Piotr Parzyszek (53′),  2:1 – Jorge Felix (88′)
  • Żółte kartki: Huk, Hateley (Piast) – Klimczak, Sobociński, Pirulo (ŁKS)
  • Widzów: 3 892

Składy:

  • Piast Gliwice: Frantisek Plach – Marcin Pietrowski, Uros Korun, Tomas Huk, Mikkel Kirkeskov – Tomasz Jodłowiec (61′ Patryk Sokołowski), Tom Hateley – Jorge Felix, Gerard Badia – Dominik Steczyk (46′ Sebastian Milewski), Piotr Parzyszek (80′ Patryk Tuszyński).
  • ŁKS Łódź: Arkadiusz Malarz – Jan Grzesik, Maksymilian Rozwandowicz, Jan Sobociński, Adrian Klimczak – Maciej Wolski (77′ Piotr Pyrdoł), Łukasz Piątek, Bartłomiej Kalinkowski – Michał Trąbka (63′ Łukasz Sekulski), Dani Ramirez – Pirulo.
POWRÓT

Jedna myśl na temat “Pozwolili mistrzowi na przełamanie. Piast Gliwice – ŁKS 2:1”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partner strategiczny

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partner techniczny

Partner medyczny

[FM_form id="1"]