Aktualności

Postawili się mistrzowi. ŁKS – Legia 2:3

5
09 / 02 / 2021

fot. Łukasz Grochala / Cyfrasport

Piłkarze Legii dwukrotnie obejmowali w Łodzi prowadzenie i dwukrotnie ełkaesiacy zdołali doprowadzić do wyrównania. Ostatnie słowo należało do mistrzów Polski i to oni zameldowali się w najlepszej ósemce tegorocznej edycji Fortuna Pucharu Polski.

– Zrobimy wszystko, co w naszej mocny, żeby dać sobie szansę – powiedział Arkadiusz Malarz kilka dni przed pucharowym starciem z mistrzem Polski i słowa wraz z kolegami dotrzymał, choć nie wystarczyło to do awansu do kolejnej rundy.

Już w 3. minucie ełkaesiacy stworzyli zagrożenie pod bramką Cezarego Miszty (zastąpił Artura Boruca). Dwukrotnie łodzianie wywarli presję na składającej się z trzech zawodników linii defensywnej Legii i ta dwukrotnie się pogubiła. Goli z tego nie było, bo płaski strzał Michała Trąbki obronił młody golkiper „wojskowych”, a potem przeciął także groźne dośrodkowanie Piotra Janczukowicza, ale i tak wszystko to napawało optymizmem.

Mistrzowie Polski (w Łodzi co prawda bez Artura Boruca, Waleriana Gwilii, Andre Martinsa, Igora Lewczuka oraz Marko Vesovicia, ale z Arturem Jędrzejczykiem, Bartoszem Kapustką, Filipem Mladenoviciem i Rafaelem Lopesem) przetrzymali napór łodzian, a potem sami zabrali się do pracy.

Strzał głową Rafaela Lopesa wpadł do „koszyczka” czujnego Arkadiusza Malarza, ale w 14. minucie kapitan ŁKS-u był bezradny. Ełkaesiacy stracili piłkę na własnej połowie, ta po chwili znalazła się pod nogą Bartosza Slisza, który huknął ile sił w nogach, a że miał przy tym odrobinę szczęścia (futbolówka odbiła się od jednego z obrońców ŁKS-u), pomocnik cieszył się z gola. Dodajmy, że cztery minuty później szczęście uśmiechnęło się tym razem do nas, bo gdyby nie kiks Kacpra Skibickiego, legioniści szybko podwyższyliby prowadzenie.

Niemal do końca pierwszej połowy wicelider ekstraklasy kontrolował przebieg boiskowych wydarzeń i od czasu do czasu nękał pierwszoligowca a to serią oskrzydlających akcji, a to rajdem Bartosza Kapustki, a to jakimś uderzeniem po szybkim przechwycie piłki (w 32. minucie Mateusz Cholewiak sprawdził czujność Arkadiusza Malarza).

Kiedy wydawało się, że podopieczni trenera Wojciecha Stawowego nic już ciekawego nie wymyślą przed przerwą, łodzianie przeprowadzili składną akcję, która przypominała to, czego próbkę zaprezentowali nam nasi zawodnicy w pierwszym kwadransie. Tym razem też nie od razu przyniosło to efekt (Cezary Miszta efektowną robinsonadą obronił „bombę” Pirulo), ale kilkadziesiąt sekund później Hiszpan dośrodkował piłkę z rzutu rożnego, a w polu karnym Legii największym sprytem wykazał się Jan Sobociński (1:1).

Po zmianie stron wymiana ciosów trwała dalej w najlepsze. „Wojskowi” szybko odzyskali prowadzenie, w czym największa zasługa wprowadzonego po przerwie Luquinhasa. Brazylijczyk popisał się efektownym rajdem lewym skrzydłem i całą tę swoją akcją zwieńczył wykonaną z chirurgiczną precyzją „egzekucją”.

Co na to gospodarze? Nie pozostali faworytowi dłużni. ŁKS ruszył do odrabiania strat i też szybko został na to nagrodzony. W 52. minucie Cezary Miszta poradził sobie z kąśliwym uderzeniem z dystansu Antonio Domingueza, a w 55. minucie obronił płaskie uderzenie Michała Trąbki, ale kilkadziesiąt sekund później z ostrego kąta huknął Pirulo i chociaż bramkarz gości zatrzymał ten strzał, futbolówki złapać już nie zdołał, na co czekał świetnie ustawiony Piotr Janczukowicz. Dzięki premierowej bramce debiutanta, „Rycerze Wiosny” ponownie doprowadzili do wyrównania.

Trener Czesław Michniewicz wprowadził po tym drugim golu dla łodzian Tomasa Pekharta. W 70. minucie czeski snajper stanął nawet „oko w oko” z Arkadiuszem Malarzem, lecz na nasze szczęście górą w tym pojedynku okazał się doświadczony golkiper. W odpowiedzi gospodarze przeprowadzili szybką kontrę, po której czujność Cezarego Miszty sprawdził Mikkel Rygaard (we wtorek zagrał też Adam Marciniak). Dziesięć minut później, po rzucie rożnym, obrońca Legii w ostatniej chwili zablokował uderzenie Jana Sobocińskiego.

Niestety, ostatnie słowo należało we wtorek do mistrzów Polski. W 82. minucie Luquinhas ponownie wyprowadził w pole łódzką defensywę, dokładnie dośrodkował piłkę na środek pola karnego, gdzie Tomas Pekhart precyzyjnym strzałem głową wprowadził Legię do ćwierćfinału Pucharu Polski. Sto dwadzieścia sekund później snajper pomaszerował do szatni, co było karą za kopnięcie Macieja Dąbrowskiego.

Ełkaesiacy nie zdołali odpowiedzieć po raz trzeci, co więcej mecz też kończyli w „dziesiątkę”, bo w końcówce czerwoną kartką arbiter za niebezpieczny faul ukarał jeszcze Pirulo (wcześniej wyrzucił z ławki też trenera Rolanda Thomasa).


1/8 finału Fortuna Pucharu Polski / ŁKS Łódź – Legia Warszawa 2:3 (1:1)

  • Bramki: 0:1 Bartosz Slisz (14), 1:1 Jan Sobociński (42), 1:2 Luquinhas (50), 2:2 Piotr Janczukowicz (56), 2:3 Tomas Pekhart (82)
  • Żółte kartki: Dąbrowski, Tosik, Pirulo – Lopes
  • Czerwona kartka: Pirulo (88) – Pekhart (84)
  • Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec)
  • Mecz bez udziału publiczności

Składy:

  • ŁKS: Arkadiusz Malarz – Maciej Wolski, Maciej Dąbrowski, Jan Sobociński, Adam Marciniak, Jakub Tosik, Pirulo, Antonio Dominguez, Mikkel Rygaard, Michał Trąbka (86. Łukasz Sekulski), Piotr Janczukowicz. Trener: Wojciech Stawowy.
  • Legia: Cezary Miszta – Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska, Mateusz Hołownia, Josip Juranović, Bartosz Kapustka, Bartosz Slisz, Filip Mladenović, Mateusz Cholewiak (61, Tomas Pekhart), Kacper Skibicki (46, Luquinhas), Rafael Lopes. Trener: Czesław Michniewicz.


Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partner strategiczny

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partner techniczny

Partner medyczny