Drużyna

PKO BP Ekstraklasa: Korona – ŁKS 2:1

12.02.2024

12.02.2024

PKO BP Ekstraklasa: Korona – ŁKS 2:1

fot. Michał Stańczyk / Cyfrasport

Piłkarze ŁKS-u zrobili wiele, żeby zdobyć punkty w meczu inaugurującym piłkarską wiosnę. Niestety, lepsi o jednego gola okazali się rywale. W spotkaniu zamykającym 20. kolejkę PKO BP Ekstraklasy łodzianie przegrali z Koroną w Kielcach 1:2. Jedynego gola dla gości zdobył Husein Balić.

ŁKS dobrze rozpoczął swój pierwszy w 2024 roku ligowy mecz i w pierwszym kwadransie był zespołem lepiej zorganizowanym w środku pola, bardziej wybieganym i przejawiającym więcej inicjatywy w ofensywie. Co więcej, naprawdę dobrze wyglądała gra defensywna zespołu trenera Piotra Stokowca, w której prym wiódł Rahil Mammadov (kilka świetnych interwencji). Wszystko to złożyło się na obraz gry – nieliczne akcje gospodarzy rozbijały się przed szesnastką, z kolei po przejęciu piłki przyjezdni potrafili od czasu do czasu coś ciekawego wymyślić i po drugiej stronie boiska.

Pierwszą groźną sytuację pod bramką Konrada Forenca stworzyliśmy sobie już w 5. minucie, kiedy kapitalnym prostopadłym podaniem z głębi pola popisał się aktywny w tym fragmencie spotkania Dani Ramirez, a z ostrego kąta, choć wprost w golkipera, strzelił Husein Balić, drugi obok reprezentanta Azerbejdżanu debiutant w wyjściowym składzie ŁKS-u. Przed upływem pierwszego kwadransa Hiszpan znów wystąpił w jednej z głównych ról, bo po kolejnej ciekawej akcji ełkaesiaków jeden z zawodników złościsto-krwistych sfaulował tuż przed polem karnym Jakuba Letniowskiego – Ramirez próbował zaskoczyć Konrada Forenca technicznym uderzeniem z rzutu wolnego, lecz ten drugi okazał się czujny do końca.

Po tym do głosu zaczęli dochodzić kielczanie. Gospodarze atakowali przede wszystkim swoją lewą stroną boiska i w 29. minucie właśnie po szarży Dawida Błanika tę flanką, zamykający akcję Dominick Zator kropnął z kilkunastu metrów w światło bramki. W tej sytuacji znakomicie spisał się Dawid Arndt, zatrzymując futbolówkę. Niestety, w dalszej części pierwszej połowy Korona nadal przeważała i w 36. minucie objęła prowadzenie. Miejscowi egzekwowali rzut wolny z okolicy narożnika szesnastki, po dośrodkowaniu piłki doszło do zamieszania w polu karnym ŁKS-u, Dawid Arndt próbował wypiąstkować piłkę, lecz nie trafił w nią czysto (łódzki bramkarz domagał się odgwizdania faulu), z czego skorzystał Yoav Hofmeister, strzałem głową otwierając wynik spotkania.

Także w kolejnych minutach więcej z gry mieli podopieczni trenera Kamila Kuzery, na nasze szczęście ełkaesiacy wrócili do gry tuż przed przerwą. W doliczonym czasie gry łodzianie zaatakowali odważniej, znów zaczęli zapuszczać się w okolice pola karnego Korony i tuż przed gwizdkiem arbitra po akcji Kaya Tejana i Huseina Balicia, ten drugi ostrym strzałem z lewej strony szesnastki pokonał bramkarza Korony, doprowadzając tym samym do wyrównania (1:1).

Na Suzuki Arenie walka trwała na całego. Tak jednym jak i drugim nikt nie mógł w poniedziałkowy wieczór odmówić zaangażowania, zresztą tak samo wyglądała druga część zawodów, w której nieco mniej oglądaliśmy płynnych akcji i strzałów na bramkę, natomiast zażartej rywalizacji o każdą piłki wciąż było pod dostatkiem. Co ważne, ŁKS mógł się podobać także w tym fragmencie spotkania. Przede wszystkim znów sprawiał wrażenie lepiej zorganizowanego (spora w tym zasługa m.in. aktywnego Jakuba Letniowskiego), czego wyraz dał już w 48. minucie, gdy po podaniu z głębi pola znajdujący się niestety na pozycji spalonej Kay Tejan wygrał pojedynek z obrońcą oraz bramkarzem i umieścił futbolówkę w bramce (oczywiście sędzia nie uznał tego trafienia).

Bardzo bliscy szczęścia byliśmy też w 70. minucie, gdy Holender sprytnym podaniem otworzył drogę do bramki Daniemu Ramirezowi i gdyby nie odważny wybieg z bramki Konrada Forenca, zapewne nasz pomocnik zdołałby uderzyć bardziej precyzyjnie, a tak trafił tylko w golkipera, więc skończyło się na wielkim strachu miejscowych. Co na to kielczanie? W międzyczasie przeprowadzili jedną groźną akcję (strzał rezerwowego Jewgienija Szykawki w ostatniej chwili zablokował Marcin Flis), a inicjatywę przejęli dopiero w końcówce.

Najpierw białoruski napastnik spróbował jeszcze raz, ale i tym razem musiał obejść się smakiem, bo chociaż jego uderzenie nożycami było efektowne, równie efektowna okazała się parada Dawida Arndta. I wreszcie, na nasze nieszczęście, w doliczonym czasie gry wprowadzony po przerwie Danny Trejo kropnął z woleja z kilkunasty metrów tak, że bramkarz ŁKS-u nie miał większych szans na skuteczną interwencję. Szkoda, bo zasłużyliśmy w Kielcach chyba na ciut więcej.

Piłkarze Łódzkiego Klubu Sportowego przegrali z Koroną 1:2. W następnej kolejce rozgrywek PKO BP Ekstraklasy ełkaesiacy zmierzą się na stadionie Króla z Widzewem. 70. derby Łodzi odbędą się w niedzielę 18 lutego.


20. kolejka PKO BP Ekstraklasy / Korona Kielce – ŁKS Łódź 2:1 (1:1)

  • Bramki: 1:0 Yoav Hofmeister (36), 1:1 Husein Balić (45+7), 2:1 Danny Trejo (90+3)
  • Żółte kartki: Godinho, Hofmeister (Korona), Szeliga, Tejan, Zając, Letniowski (ŁKS)
  • Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
  • Widzów: 9880.

Składy:

  • Korona: Konrad Ferenc – Dominick Zator, Bartosz Kwiecień, Miłosz Trojak, Marius Briceag, Marcus Godinho (58, Danny Trejo), Yoav Hofmeister, Martin Remacle, Nono (77, Dalibor Takac), Dawid Błanik (67, Jacek Podgórski), Adrian Dalmau (58, Jewgienij Szykawka). Trener: Kamil Kuzera.
  • ŁKS: Dawid Arndt – Bartosz Szeliga, Rahil Mammadov, Marcin Flis, Piotr Głowacki, Jędrzej Zając (69, Pirulo), Jakub Letniowski (68, Yadegar Rostami), Michał Mokrzycki, Dani Ramirez (79, Engjell Hoti), Husein Balić (79, Antoni Młynarczyk), Kay Tejan (89, Oliwier Sławiński). Trener: Piotr Stokowiec.