Piotr Pyrdoł: Każdy chciał się pokazać na tle takiego rywala jak Lech

Drużyna

Piotr Pyrdoł: Każdy chciał się pokazać na tle takiego rywala jak Lech

25.09.2018

25.09.2018

Graliśmy z Lechem jak równy z równym, dlatego jest niedosyt, że nie udało się remisu do ostatniego gwizdka dogrywki – podkreślał Piotr Pyrdoł po meczu z Lechem Poznań.

Nawet starsi kibice mieli problem, aby przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni ŁKS brał udział u siebie w serii rzutów karnych. Czujecie duże rozczarowanie, że się nie udało utrzymać do końca tego bezbramkowego wyniku?

Na pewno boli, że przegraliśmy to pucharowe spotkanie w takich właśnie okolicznościach. Zagraliśmy naprawdę wyrównany mecz z Lechem i zabrakło nam odrobiny koncentracji w końcówce, aby doprowadzić do konkursu „jedenastek”.

Lech zgodnie z zapowiedziami wystawił dziś praktycznie najmocniejszy skład. Czy w porównaniu do dotychczasowych meczów w pierwszej lidze czuliście dużą różnicę grając przeciwko zawodnikom, którzy jeszcze kilka tygodni temu występowali w europejskich pucharach?

Im wyższa liga, tym zespoły grają szybciej piłką i są lepiej przygotowane fizycznie. I to było dzisiaj widać. Ale myślę, że byliśmy dobrze dysponowani jako drużyna i graliśmy z Lechem jak równy z równym.

Patrząc na murawę, nie widać było, że trener Kazimierz Moskal dokonał sporych zmian w porównaniu do ostatniego meczu ligowego z GKS-em Tychy…

Tak naprawdę w przypadku ŁKS-u ciężko jest mówić o zawodnikach pierwszoplanowych i drugoplanowych. W naszej ekipie jest duża rywalizacja, na każdą pozycję jest dwóch zawodników i każdy chce się pokazać. Po prostu wybiegliśmy na boisko, żeby pokazać na co nas stać na tle renomowanego przeciwnika. Mam nadzieję, że teraz trenerzy będą mieli przyjemny ból głowy przy wybieraniu składu na niedzielny mecz ligowy z Sandecją.

Czuliście dodatkową adrenalinę przed tym spotkaniem? ŁKS-u dawno już przecież nie było na szczeblu centralnym Pucharu Polski…

Nie było żadnej dodatkowej presji. Była za to dodatkowa determinacja i mobilizacja. Takie mecze z taką otoczką zawsze dodatkowo napędzają człowieka i chciałbym, aby już niebawem takich spotkań przy Alei Unii było coraz więcej.

Jak wyglądał plan na wypadek rzutów karnych?

Trenowaliśmy jedenastki na koniec ostatniego treningu, ale nie mieliśmy ustalonej piątki, która miałaby je wykonywać. Decyzja zapadłaby w ostatniej chwili po konsultacjach, kto czuje się najmniej zmęczony i kto czuje się na siłach, aby wziąć na siebie odpowiedzialność za wynik.

Nie licząc dogrywki, ŁKS znowu zagrał za zero z tyłu. Gra defensywna staje się znakiem firmowym ełkaesiaków?

To dla nas kluczowa sprawa, aby zachowywać dyscyplinę taktyczną i coraz lepiej nam to wychodzi. Niestety, jak już mówiłem, w ostatniej minucie dogrywki zabrakło nam koncentracji. Choć przysłowiowego łutu szczęścia pewnie też…

Mecz z Lechem był oficjalnym debiutem Dominika Budzyńskiego w ŁKS-ie. Debiutem, trzeba przyznać, udanym…

Dla niektórych tak dobra gra Dominika mogła być zaskoczeniem, ale na pewno nie dla nas. My jako zawodnicy wiemy, jak Dominik prezentuje się na co dzień na treningach i tym występem on tylko potwierdził swoje duże możliwości.

To spotkanie z „Kolejorzem” będzie takim dobrym impulsem dla Łódzkiego Klubu Sportowego na dalszą część sezonu?

Nie wyobrażam sobie, aby było inaczej. Dobry mecz z zespołem, który co roku walczy o mistrzostwo kraju, na pewno da nam kolejnego pozytywnego kopa. Bardzo cieszę się, że mogłem zagrać w takim spotkaniu. Doświadczenie zdobyte dzisiaj z pewnością będzie procentowało. Będzie to też dla wszystkich doskonały bodziec do jeszcze cięższej pracy.

Zagraliście właśnie czwarty mecz w ciągu dwunastu dni. Nie czujecie się już trochę zmęczeni po takiej kumulacji spotkań?

Myślę, że fizycznie cały czas wyglądamy nieźle. Ważne jest też to, że mamy zachowany balans między treningami i odnową biologiczną. Mnie osobiście takie granie co trzy dni wcale nie przeszkadza, bo cały czas dzięki temu jesteśmy w rytmie meczowym.