Aktualności

Blamaż zamiast przełamania. ŁKS – Arka Gdynia 1:4

1
22 / 09 / 2019

fot. Artur Kraszewski

W sobotnie popołudnie przy al. Unii piłkarze z Gdyni strzelili więcej goli niż we wszystkich ośmiu poprzednich meczach tego sezonu razem wziętych i boleśnie wybili z głowy plany ełkaesiaków dotyczące opuszczenia ostatniego miejsca w tabeli. To także oznacza, iż pierwsze w tych rozgrywkach zwycięstwo przed własną publicznością biało-czerwono-biali odniosą najwcześniej w październiku…

Kiedy w 13. minucie Pavels Steinbors odbił końcami palców na rzut rożny piłkę po strzale Daniego Ramireza z 20 metrów, chyba tylko niepoprawni pesymiści byli w stanie prawidłowo przewidzieć wynik rozpoczętej przed niespełna kwadransem konfrontacji. Wprawdzie już w trzeciej minucie po błędzie Artura Bogusza goście mogli objąć prowadzenie po strzale Michała Nalepy, lecz wtedy debiutujący w bramce ŁKS-u Arkadiusz Malarz nie musiał nawet interweniować i można było mieć nadzieję, że skuteczność przyjezdnych będzie tego dnia na podobnym poziomie, jak w poprzednich meczach.

Wspomniana nadzieja okazał się jednak płonna i w 21. minucie żółto-niebiescy wyszli na prowadzenie. Po serii niefrasobliwych zagrań w wykonaniu gospodarzy „Arkowcy” wykonywali rzut rożny, po którym Davit Skhirtladze z niespełna jedenastu metrów posłał piłkę do siatki między ełkaesiakami. Należy jednak odnotować, że duży udział przy tym golu dla Arki miał też Nalepa, który z dużą łatwością ograł na skrzydle Macieja Wolskiego, a następnie zagrał na tyle mocno i precyzyjnie, że bramkarz ŁKS-u nie był w stanie ani złapać piłki, ani odbić jej za linię końcową.

Pierwszy stracony gol nie zdeprymował zbytnio podopiecznych Kazimierza Moskala i już w 26. minucie mogło być 1:1. Wówczas lewą stroną popędził z piłką Ramirez i dopiero faul przed „szesnastką” jednego z zawodników w żółtej koszulce przerwał jego akcję. Za wykonanie rzutu wolnego wziął się sam poszkodowany, który w swoim stylu próbował „dokręcić” piłkę tuż przy prawym słupku bramki gdynian. I zapewne udałaby mu się ta sztuka, gdyby nie świetna interwencja łotewskiego golkipera Arki, który wybiciem na rzut rożny zdołał zażegnać niebezpieczeństwo.

W 33. minucie znów mocniej zabiły serca kompletu łódzkiej publiczności, gdy z prawej flanki w pole karne gości wpadł Jan Grzesik. Szarża prawego obrońcy ŁKS-u zakończyła się upadkiem, lecz zamiast gwizdka oznaczającego rzut karny całe zajście skończyło się żółtą kartką dla 24-letniego defensora za próbę wymuszenia „jedenastki”. Łodzianie jednak nie rezygnowali i ponownie bliscy szczęścia byli, kiedy stadiony zegar wskazywał 40. minutę. To właśnie wówczas uderzeniem z dystansu czujność bramkarza Arki sprawdził Pirulo i… pomylił się dosłownie o kilka centymetrów – po strzale hiszpańskiego zawodnika piłka odbiła się od poprzeczki i wyleciała poza boisko.

Zamiast przy rezultacie remisowym „Rycerzom Wiosny” na przerwę przyszło schodzić przy wyniku 0:2. Na dwie minuty przed zakończeniem pierwszej części podopieczni Jacka Zielińskiego przeprowadzili ładną akcję, po której w sytuacji sam na sam z Malarzem znalazł się Skhirtladze i po raz drugi tego popołudnia pokonał bramkarza ŁKS-u. Inna sprawa, że goście mieli też przy tym mnóstwo szczęścia, bo w decydującym momencie piłka pod nogi gruzińskiego napastnika trafiła po… wślizgu interweniującego Artura Bogusza.

Drugą część zawodów ełkaesiacy zaczęli z dużym animuszem i na efekty nie trzeba było długo czekać. W 51. minucie znowu przypomniał o sobie Ramirez, ale po jego strzale z 17 metrów kolejny raz bez zarzutu między słupkami zachował się Steinbors i łodzianie musieli zadowolić się jedynie rzutem rożnym. Ale już kilkadziesiąt sekund później i Łotysz musiał wreszcie skapitulować – bo o ile z pierwszym uderzeniem Rafała Kujawy jeszcze sobie poradził, o tyle przy dobitce wychowanka ŁKS-u był już bezradny.

Radość z bramki kontaktowej nie była jednak długa. Gdy wydawało się, że doprowadzenie do remisu jest tylko kwestią czasu, Arka wyprowadziła szybką kontrę i po zagraniu debiutującego w najwyższej klasie rozgrywkowej Jakuba Wawszczyka na 3:1 w 58. minucie podwyższył Nalepa. Trzeba jednak niestety przyznać, że łódzcy obrońcy zostawili 24-latkowi na tyle dużo przestrzeni, że ten mógł przymierzyć i ułożyć stopę w najbardziej dogodny dla siebie sposób.

W kolejnych minutach ŁKS starał się atakować, ale niewiele z tego wychodziło. Choć kto wie, jak potoczyłyby się jeszcze losy tego meczu, gdyby w 70. minucie sędzia główny wskazał na rzut karny dla łodzian po tym, jak w obrębie „szesnastki” rywali padł Pirulo. Analiza VAR tej akcji trwała dobre trzy minuty, lecz ostatecznie prowadzący zawody Tomasz Kwiatkowski nie odgwizdał przewinienia i nakazał kontynuować grę. Dodajmy, że podobną decyzję stołeczny arbiter podjął kilka minut wcześniej, gdy też w polu karnym Arki przewrócony został Pirulo.

Emocje w sobotnim spotkaniu zakończyły się parę chwil później, gdy kolejną dynamiczną kontrę „Arkowców” bezbłędnie wykończył Maciej Jankowski. Duże brawa należą się też jednak Skhirtladze, który popisał się prostopadłym podaniem między aż czterech graczy w białych trykotach. W tym momencie stało się jasne, że to goście zgarną komplet punktów i przełamią trwającą kilka miesięcy serię bez wygranej na obcym stadionie.

Niewiadomą były już tylko rozmiary zwycięstwa gdynian. W samej końcówce odrobić część strat próbowali między innymi Bogusz i Pirulo, ale ich strzały świetnie bronił Steinbors. Z kolei po uderzeniu głową Kujawy piłka o centymetry minęła bramkę Arki… Ale jak nie idzie, to nie idzie i ostatecznie ostatni gwizdek wybrzmiał przy kompromitującym dla gospodarzy stanie 1:4.

Teraz przed ŁKS-em dwa mecze wyjazdowe. W czwartek łódzka drużyna zagra w Sosnowcu z Zagłębiem w pierwszej rundzie Pucharu Polski. W kolejny poniedziałek czeka ją natomiast ligowa potyczka na Dolnym Śląsku z Zagłębiem Lubin. Oba spotkania będą dla piłkarzy z przeplatanką równie ważne, bo po serii siedmiu porażek każde zwycięstwo jest teraz na wagę złota. Przede wszystkim po to, aby odzyskać wiarę w siebie – bo do rozegrania zostało jeszcze trzy czwarte sezonu…


9. kolejka PKO Ekstraklasy / ŁKS Łódź – Arka Gdynia 1:4 (0:2)

  • Bramki: 0:1 David Skhirtladze (21), 0:2 David Skhirtladze (43), 1:2 Rafał Kujawa (52), 1:3 Michał Nalepa (58), 1:4 Maciej Jankowski (72)
  • Żółte kartki: Jan Grzesik, Kamil Juraszek – Dawit Szirtładze, Jakub Wawszczyk, Adam Marciniak
  • Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
  • Widzów: 5160

Składy:

  • ŁKS: Arkadiusz Malarz – Jan Grzesik, Kamil Juraszek, Jan Sobociński, Artur Bogusz, Ricardo Guima (81, Dragoljub Srnić), Łukasz Piątek, Maciej Wolski (46, Michał Trąbka), Jose Antonio Ruiz Pirulo, Daniel Ramirez (81, Piotr Pyrdoł), Rafał Kujawa. Trener: Kazimierz Moskal.
  • Arka Gdynia: Pāvels Šteinbors – Damian Zbozień, Christian Maghoma, Jakub Wawszczyk, Adam Marciniak, Marcin Budziński, Marko Vejinović, Michał Nalepa (78, Adam Deja), Maciej Jankowski (90, Ferndando Puchades), Aser Busuladzic, David Skhirtladze. Trener: Jacek Zieliński.
POWRÓT

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partner strategiczny

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partner techniczny

Partner medyczny

[FM_form id="1"]