Klub

Coś pięknego! ŁKS – Wisła 3:2

05.05.2023

05.05.2023

Coś pięknego! ŁKS – Wisła 3:2

fot. Radosław Jóźwiak / Cyfrasport

Tego wieczoru nie zapomnimy bardzo długo. Było w nim wszystko, o czym marzyliśmy i co najważniejsze, był też happy end. W hicie 30. kolejki Fortuna 1 Ligi, nazywanym też meczem sezonu, piłkarze ŁKS-u pokonali Wisłę Kraków 3:2 po golach Piotra Janczukowicza, Pirulo i Bartosza Szeligi.

Jeśli ktoś sądził, że hit 30. kolejki pierwszej ligi zamieni się ze względu na stawkę w partię piłkarskich szachów, już chwilę po pierwszym gwizdku musiał zrewidować swoją opinię. Akcja przenosiła się od szesnastki do szesnastki, gra toczyła się w szybkim tempie, nie nudzili się ani bramkarze, ani kibice.

Najpierw groźnie zrobiło się na naszej połowie, bo wiślacy niepokojąco często odzyskiwali piłkę w pobliżu bramki Aleksandra Bobka i po jednym z takich przechwytów Angel Rodado trafił w poprzeczkę. Skóra ścierpła nam na plecach także po dwóch innych kąśliwych uderzeniach (Jamesa Igbekeme i Sergio Benito), więc może i kręcilibyśmy nosem na ten fragment spotkania, gdyby ŁKS nie odpowiedział dwoma szybkimi kontratakami, z których pierwszego nie udało się zwieńczyć strzałem (Pirulo nie opanował chyba tu trochę niedokładnie zagranej piłki przez Mateusza Kowalczyka), a drugi przyniósł nam prowadzenie.

W 11. minucie Michał Trąbka prostopadłym podaniem uruchomił wychodzącego na czystą pozycję Piotra Janczukowicza, ten wykorzystał błąd Josepha Colleya, poradził sobie także z Igorem Łasickim i na końcu wprawił nas w euforię, posyłając futbolówkę obok bezradnego Mikołaja Biegańskiego (1:0). Z prowadzenia cieszyliśmy niestety tylko kilkanaście minut. Jeszcze przed upływem drugiego kwadransa do remisu doprowadził Angel Rodado, w czym pomogło mu nieco szczęścia – Hiszpan kropnął pod poprzeczkę po tym, jak Aleksander Bobek wskutek zderzenia z Maciejem Dąbrowskim i jednym z wiślaków, wypuścił futbolówkę z rękawic.

Na tym nie koniec emocji przed przerwą. W 36. minucie goście (po pierwszej bramce przejęli na chwilę inicjatywę) wdarli się bardzo głęboko w pole karne łodzian, Luis Fernandez rozegrał piłkę z Miguelem Villarem i efekt tego był taki, że po znakomitym uderzeniu tego pierwszego młody bramkarz ŁKS-u znów musiał wyciągać futbolówkę z siatki. Na szczęście, „Rycerzy Wiosny” nie zdeprymowała strata dwóch goli i w 40. minucie znów mieliśmy powody do radości, w czym największa zasługa Michała Mokrzyckiego (pomocnik zdecydował się dynamiczny rajd i został sfaulowany przez Colleya w samym narożniku pola karnego) oraz Pirulo – Hiszpan pewnie wykorzystał jedenastkę (2:2).

Po zmianie stron niewiele się zmieniło (może poza tym, że ŁKS grał jeszcze lepiej niż w pierwszych czterdziestu pięciu minutach). Oglądaliśmy szybki, bardzo energetyczny, ciekawy mecz i co jeszcze ważniejsze, ta druga odsłona hitu kolejki rozpoczęła się od mocnego uderzenia lidera. W 53. minucie łodzianie sprytnie wznowili grę z rzutu rożnego, na prawej stronie szesnastki dwóch Michałów – Trąbka i Mokrzycki – przytomnie rozegrało piłkę, ten ostatni zagrał wzdłuż linii bramkowej, na co tylko czekał Bartosz Szeliga – skrzydłowy wyprzedził obrońcę Wisły, wpakował piłkę do siatki z najbliżej odległości i ŁKS znów objął prowadzenie (3:2).

Kolejną dobrą dla nas wiadomością był sposób gry łodzian po zdobyciu gola. Gospodarze nie pozwolili rywalowi na tyle, ile w pierwszej połowie po bramce Piotra Janczukowicza. Owszem, wiślacy przez pewien czas częściej utrzymywali się przy piłce, lecz nie potrafili zagrozić bramce Aleksandra Bobka. Po drugiej stronie boiska działo się w tym fragmencie spotkania nieco więcej, wspomnijmy chociażby o świetnym wyprowadzeniu piłki z własnej połowy w wykonaniu Mateusza Kowalczyka i dokładnym podaniu do Bartosza Szeligi, który w tym przypadku przegrał jednak pojedynek z bramkarzem.

W 81. minucie sytuacja powtórzyła się, tym razem na bramkę Wisły popędził Maciej Śliwa (zastąpił Pirulo) i tutaj do pełni szczęścia zabrakło nam dokładnego, ostatniego podania (warto dodać, że zaraz po tym Mateusz Kowalczyk błyskawicznie odzyskał piłkę, kolejny zresztą raz po przerwie, przedarł się w pole karne i oddał minimalnie niecelny strzał). Wiślacy próbowali przenieść ciężar gry na połowę ŁKS-u, lecz łodzianie rozegrali końcówkę zawodów w najlepszy z możliwych sposobów, nie dopuszczając rywala w pobliże szesnastki.

Koniec końców pokonaliśmy po kapitalnym widowisku Wisłę Kraków 3:2 i umocniliśmy się na czele pierwszoligowej tabeli. W następnej serii spotkań ŁKS zmierzy się na wyjeździe z Sandecją Nowy Sącz, a już w niedzielę 21 maja na stadionie Króla mecz z Resovią.


30. kolejka Fortuna 1 Ligi / ŁKS Łódź – Wisła Kraków 3:2 (2:2)

  • Bramki: 1:0 Piotr Janczukowicz (11), 1:1 Angel Rodado (26), 1:2 Luis Fernandez (36), 2:2 Pirulo (40 – kar.), 3:2 Bartosz Szeliga (53)
  • Żółte kartki: Trąbka, Nacho, Dankowski (ŁKS), Rodado, Jaroch, Łasicki, Igbekeme, Basha (Wisła)
  • Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
  • Widzów: 14845

Składy:

  • ŁKS: Aleksander Bobek – Kamil Dankowski, Nacho Monsalve, Maciej Dąbrowski, Milan Spremo, Mateusz Kowalczyk, Michał Trąbka (83, Damian Nowacki), Michał Mokrzycki, Pirulo (75, Maciej Śliwa), Piotr Janczukowicz, Bartosz Szeliga (83, Stipe Jurić). Trener: Kazimierz Moskal.
  • Wisła: Mikołaj Biegański – Joseph Colley, Igor Łasicki, Boris Moltenis, Bartosz Jaroch (81, Konrad Gruszkowski), Tachi (67, Vullnet Bashi), James Igbekeme, Luis Fernandez, Miki Villar (75, Kacper Duda), Sergio Benito (66, Mateusz Młyński), Angel Rodado (81, Michał Żyro). Trener: Radosław Sobolewski.