Aktualności

Bez niespodzianki. Lech Poznań – ŁKS 2:0

10
08 / 12 / 2019

fot. Artur Kraszewski

Przy ulicy Bułgarskiej ełkaesiacy starali się sprawić psikusa wyżej notowanym rywalom, ale bezbramkowy remis w ulewnym deszczu zdołali utrzymać ledwie przez niecałą godzinę. A po objęciu prowadzenia będący ostatnio na fali „Kolejorz” nie dał już sobie odebrać wygranej…

Od początku meczu na boisku dominowali poznaniacy, ale na pierwszą naprawdę dogodną sytuację przyszło im czekać ponad kwadrans. W 17. minucie z prawej strony dobrze dośrodkował Joao Amaral, ale przy oddawaniu strzału poślizgnął się Pedro Tiba i piłka przeleciała wysoko nad poprzeczką. Inna sprawa, że Tiba na bramkę ŁKS-u uderzał już w pierwszych minutach, ale wtedy na posterunku był Arkadiusz Malarz…

„Rycerze Wiosny” groźniej zaatakowali dopiero po dwudziestu minutach. Po zagraniu od Daniego Ramireza zza pola karnego strzelił Pirulo, lecz golkiper Lecha pewnie złapał kozłującą przed nim kilka razy piłkę. Jak się okazało, holenderski bramkarz przez długi czas był potem bezrobotny, bo kolejne uderzenia ełkaesiaków nie były niestety celne.

Znacznie więcej pracy miał za to Malarz, który przed przerwą jeszcze kilka razy ratował ŁKS z opresji. Jak choćby w 27. minucie, kiedy kąśliwym strzałem zza pola karnego popisał się kapitan Lecha – Darko Jevtić.  Siedem minut później publiczność znów wstrzymała oddech – tym razem po dośrodkowaniu z głębi pola Tiby i główce Christiana Gytkjæra. Duński napastnik źle jednak złożył się do tego uderzenia i piłka poleciała prawie w sam środek bramki, gdzie czekał już na nią „Malowany”.

Za to na sześć minut przed końcem pierwszej połowy bramką dla Lecha mogła się skończyć niefrasobliwość obrońców ŁKS-u przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy. Ostatecznie skończyło się na strachu, bo po wrzutce z prawej strony Amarala rozpędzonego Gytkjæra tuż przed linią bramkową ubiegł Kamil Juraszek, który w wyjściowym składzie zastąpił chorego Maksymiliana Rozwandowicza (i, co znamienne, była to jedyna zmiana w podstawowej jedenastce ŁKS-u względem wygranego przed tygodniem meczu z Cracovią u siebie).

Drugą połową również lepiej rozpoczęli podopieczni Dariusza Żurawia. I o ile z pierwszymi ich atakami po przerwie łódzka defensywa sobie jeszcze radziła, o tyle w 59. minucie okazała się już zupełnie bezradna. Katem biało-czerwono-białych został Amaral, który od prawej flanki pognał do środka, z dziecinną łatwością ograł Guimę, potem Łukasza Piątka (pod nieobecność Rozwandowicza był w sobotę kapitanem ŁKS-u), a na koniec uderzył na tyle soczyście, że piłka po rękach Malarza zatrzepotała w siatce. Trzeba przyznać, że 28-latek ma w tym sezonie patent na łodzian, bo w sierpniu przy al. Unii też otworzył wynik spotkania, które Lech wygrał wówczas 2:1.

ŁKS próbował odpowiedzieć po pięciu minutach. Z dystansu przymierzył wtedy Guima, lecz czujność między słupkami zachował Mickey van der Hart. Kilkadziesiąt sekund później Guima raz jeszcze chciał zaskoczyć Holendra, ale tym razem pomylił się nieznacznie i piłka trafiła jedynie w boczną siatkę.

W 68. minucie mogło być za to 2:0 dla Lecha. Najpierw zza pola karnego huknął wprowadzony w drugiej części Kamil Jóźwiak, a dobitka Jevticia po interwencji bramkarza ŁKS-u trafiła… wprost w rękawice Malarza. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze i w doliczonym czasie gry poznaniacy wygrywali już wreszcie różnicą dwóch goli, a szczęśliwym strzelcem okazał się Jóźwiak. 21-latek z Międzyrzecza wykazał się największym sprytem w „szesnastce” ełkaesiaków po tym, gdy na prawej stronie ładnie piłkę rozegrali Jevtić i Jakub Kamiński, który w tej akcji zanotował pierwszą asystę w PKO Ekstraklasie.

Po utracie drugiego gola podopieczni Kazimierza Moskala mieli jeszcze siedem minut na zdobycie choćby kontaktowej bramki, ale na doprowadzenie do dramatycznej końcówki recepty już nie znaleźli. A to oznacza, że poznańska defensywa jest już niepokonana w lidze od 429 minut. Dwukrotni mistrzowie Polski też śrubują swoje statystyki, lecz są one niestety dużo mniej chlubne – dość wspomnieć, że ŁKS dalej nie potrafi w tym sezonie zdobyć choćby punktu, gdy to rywal pierwszy obejmie prowadzenie. Co gorsza, sobotnia porażka w stolicy Wielkopolski była już siódmą wyjazdową w obecnych rozgrywkach ligowych i dwunastą w ogóle.

Na pocieszenie pozostaje zaznaczyć, że w tym sezonie ŁKS z Lechem już raczej nie zagra, bo trudno sobie wyobrazić, aby „Poznańskiej Lokomotywy” miało zabraknąć w górnej ósemce po zakończeniu fazy zasadniczej. Za to łodzianie powinni zrobić wszystko, żeby przerwę zimową spędzić nad strefą spadkową. Pierwszy krok ku temu do zrobienia w niedzielę 15 grudnia – o godzinie 12:30 ŁKS spróbuje się wtedy zrewanżować aktualnemu mistrzowi Polski, Piastowi Gliwice, za sierpniową porażkę 0:1 na własnym obiekcie…

Skrót meczu:



18. kolejka PKO Ekstraklasy / Lech Poznań – ŁKS Łódź 2-0 (1-0)

  • Bramki: 1-0 Amaral (59.), 2-0 Jóźwiak (90+3.)
  • Żółte kartki: Muhar – Wolski
  • Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
  • Widzów: 9830

Składy:

  • Lech Poznań: Mickey van der Hart – Ľubomír Šatka, Tomasze Dejewski, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz, João Amaral (70, Jakub Kamiński), Karlo Muhar, Pedro Tiba (85, Jakub Moder), Tymoteusz Puchacz (65, Kamil Jóźwiak), Darko Jevtić, Christian Gytkjær.
  • ŁKS Łódź: Arkadiusz Malarz – Jan Grzesik, Kamil Juraszek, Jan Sobociński, Adrian Klimczak, Maciej Wolski (72, Michał Trąbka), Ricardo Guima, Łukasz Piątek, Daniel Ramirez, Jose Pirulo (85, Adam Ratajczyk), Łukasz Sekulski (75, Iewhen Radionov).
POWRÓT

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partner strategiczny

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partner techniczny

Partner medyczny

[FM_form id="1"]