Klub

Kolejny odcinek smutnej serii. Pogoń Szczecin – ŁKS 1:0

15.09.2019

15.09.2019

Kolejny odcinek smutnej serii. Pogoń Szczecin – ŁKS 1:0

fot. Artur Kraszewski

Przez większość meczu co najmniej remis w stolicy Pomorza Zachodniego wydawał się wynikiem realnym dla piłkarzy w biało-czerwono-białych strojach. Niestety, po ostatnim gwizdku zawodnicy ŁKS-u znów schodzili z murawy z opuszczonymi głowami, bo rywal okazał się o jedną bramkę lepszy.

Niedzielne spotkanie oba zespoły rozpoczęły w zgoła odmiennych nastrojach. Pogoń w przypadku zwycięstwa miała bowiem szansę objąć prowadzenie w PKO Ekstraklasie, a ełkaesiacy musieli zapunktować, aby opuścić ostatnie miejsce w tabeli. Nie wiadomo jednak, czy to słońce świecące nad obiektem przy ulicy Karłowicza, czy dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach na mecze reprezentacji, ale w pierwszych fragmentach niewiele się działo się na murawie.

Pierwszy raz serca na widowni zabiły mocniej dopiero w siódmej minucie, gdy Dani Ramirez zagrywał z rzutu wolnego z bocznego sektora boiska. Jan Sobociński nie zdołał jednak dojść do tego dośrodkowania i zakończyć akcji strzałem na bramkę Dante Stipicy. Dwie minuty później, po centrze z rzutu rożnego, po raz pierwszy groźnie zrobiło się w polu karnym ełkaesiaków. Dominik Budzyński popisał się na szczęście pewną interwencją i wynik nie uległ zmianie.

W 14. minucie wreszcie musiał się też mocniej wykazać Stipica, bo z rzutu wolnego próbował zaskoczyć Wojciech Łuczak. Chorwacki bramkarz poradził sobie jednak z uderzeniem 30-letniego pomocnika i szczecińska publiczność mogła odetchnąć z ulgą. Z kolei w 23. minucie pośród miejscowych dało się usłyszeć głośny jęk zawodu, gdy w „szesnastkę” ełkaesiaków wpadł Sebastian Kowalczyk, lecz jego intencje dobrze wyczuł Budzyński i ostatecznie piłka wylądowała w rękach wychowanka Lewarta Lubartów.

Potem coraz mocniej do głosu zaczęli dochodzić podopieczni Kazimierza Moskala. W decydujących momentach brakowało im jednak szczęścia (zagranie w poprzeczkę Patryka Bryły) bądź precyzji (niedokładne zagranie Łuczaka do wychodzącego na czystą pozycję Ramireza w przewadze 5 na 2). Co więcej, do przerwy także w defensywie „Rycerze Wiosny” prezentowali się dużo pewniej niż w poprzednich spotkaniach. A gdy już „Portowcom” udało się wypracować dogodną okazję, jak w 43. minucie, to bez zarzutu spisywał się Budzyński, któremu w razie potrzeby w sukurs przychodzili koledzy z linii obronnej. W samej końcówce ełkaesiaków próbował jeszcze skarcić Adam Buksa, lecz po jego uderzeniu z ostrego kąta piłka przeleciała nad poprzeczką.

Drugą połowę lepiej rozpoczęli podopieczni Kosty Runjaicia. Z akcji gospodarzy niewiele jednak wynikało przy solidnie grającej łódzkiej defensywie. Bodaj najbliżej szczęścia był Buksa, ale po jego główce piłka trafiła w… Jakuba Bartkowskiego, a po chwili całe zdarzenie wyjaśnił Bryła.

Konsekwentnie atakujący „Portowcy” dopięli celu w 64. minucie. Gol dla nich padł jednak nie po składnej akcji, a po precyzyjnie wykonanym stałym fragmencie gry. Z rzutu wolnego z mniej więcej 25 metrów przymierzył Buksa, a piłka najpierw przeleciała między zawodnikami w murze, a następnie odbiła się od lewego słupka bramki  – obok rozpaczliwie interweniującego Budzyńskiego. Po objęciu prowadzenia gospodarze poszli za ciosem i gra toczyła się głównie na połowie ŁKS-u.

Łodzianie przebudzili się dopiero w 69. minucie, lecz uderzenie z półobrotu Łuczaka nie mogło zaskoczyć w żaden sposób Stipicy, bo piłka poszybowała daleko obok prawego słupka. Na celny strzał swoich ulubieńców fani ŁKS-u musieli czekać za to aż do 83. minuty. Próba wprowadzonego w drugiej części Michała Trąbki nie sprawiła jednak zbyt wielu trudności golkiperowi Pogoni.

W międzyczasie mogło być już 2:0 dla granatowo-portowców. Na dziesięć minut przed końcem Marcin Listkowski zagrywał bowiem wzdłuż bramki ŁKS-u i gdyby tylko którykolwiek z jego kolegów zdołał trącić piłkę, zapewne wpadłaby ona do siatki. Kolejną dobrą okazję „Portowcy” mieli na pięć minut przed końcem – Buksa źle jednak złożył się do strzału i piłka pofrunęła nad poprzeczką. Łodzianom trudno było odmówić ambicji, bo do samego końca starali się zmienić niekorzystny wynik . W doliczonym czasie gry pod bramkę Pogoni przy rzucie rożnym pobiegł nawet Budzyński – i to jednak nie pomogło, gdyż wynik już się nie zmienił.

Następny mecz ŁKS rozegra w najbliższą sobotę – 21 września. Tego dnia łodzianie o godzinie 15:00 podejmą Arkę Gdynia i być może wtedy uda się przełamać passę porażek. Na razie pewne jest jedno: niżej w tabeli PKO Ekstraklasy ełkaesiacy już nie spadną…


8. kolejka PKO Ekstraklasy / Pogoń Szczecin – ŁKS Łódź 1:0 (0:0)

  • Żółte kartki: Matynia (Pogoń) – Ramirez, Bogusz, Kalinkowski (ŁKS)
  • Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
  • Widzów: 3829

Składy: 

  • Pogoń: Dante Stipica – Jakub Bartkowski, Konstantinos Triantafyllopoulos, Benedikt Zech, Hubert Matynia (82′ Igor Łasicki) – Damian Dąbrowski, Marcin Listkowski (85′ Iker Guarrotxena) – Sebastian Kowalczyk, Zvonimir Kozulj, Santeri Hostikka (76′ Michalis Manias) – Adam Buksa
  • ŁKS: Dominik Budzyński – Jan Grzesik, Kamil Juraszek, Jan Sobociński, Artur Bogusz – Bartłomiej Kalinkowski, Łukasz Piątek – Patryk Bryła (64′ Rafał Kujawa), Wojciech Łuczak, Dani Ramirez (71′ Michał Trąbka) – Pirulo