Aktualności

Porażka na własne życzenie. Jagiellonia Białystok – ŁKS 2:0

1
03 / 11 / 2019

fot. Artur Kraszewski

Przez większą część tego meczu ŁKS nie był zespołem gorszym, czego dowodem było kilka naprawdę dobrych okazji do strzelenia gola. Brak skuteczności w wykończeniu akcji i katastrofalne błędy w obronie sprawiły jednak, że ze stolicy Podlasia dwukrotni mistrzowie Polski wrócili na tarczy.

Choć trener Kazimierz Moskal nie krył przed meczem, że Jagiellonia to najmocniejszy przeciwnik, z jakim przyszło się mierzyć ŁKS-owi od dłuższego czasu, to łodzianie w niedzielne popołudnie nie przestraszyli się żółto-czerwonych. Co więcej, już w pierwszej akcji mogli objąć prowadzenie – po dynamicznej szarży lewym skrzydłem bramkarskie umiejętności Damian Węglarza sprawdził Dani Ramirez, a dobitka Piotra Pyrdoła okazała się niecelna. Trzy minuty później „Rycerze Wiosny” po raz kolejny zagrozili bramce Jagi, lecz strzał Guimy był zbyt słaby, aby mógł zaskoczyć golkipera miejscowych.

W dziesiątej minucie znów groźnie zrobiło się w polu karnym „Dumy Podlasia”, ale tym razem Węglarz nie musiał interweniować, bo strzał Łukasza Sekulskiego w ostatniej chwili zablokowali obrońcy. Tuż po upływie pierwszego kwadransa po raz pierwszy do interwencji przed bramką ŁKS-u został za to zmuszony Arkadiusz Malarz. Po prostopadłym podaniu od kolegów w sytuacji sam na sam z doświadczonym golkiperem znalazł się Patryk Klimala. Około pół tysiąca kibiców na sektorze gości mogło jednak odetchnąć, bo „Malowany” na tyle skrócił kąt białostockiemu napastnikowi, że ten posłał piłkę obok lewego słupka.

Odpowiedź biało-czerwono-białych na ten atak była bardzo szybka i dosłownie za kilka chwil publiczność przy ulicy Słonecznej mogła oklaskiwać przedniej urody strzał Ramireza i niemniej efektowną paradę Węglarza, po której ełkaesiacy wykonywali kolejny tego dnia rzut rożny. W kolejnych minutach piłkarze obu drużyn nie zwalniali tempa i raz po raz robiło się niebezpiecznie zarówno w obrębie jednej, jak i drugiej „szesnastki”. Dość wspomnieć o uderzeniu z rzutu wolnego Klimali, które trafiło w mur łodzian, a potem o próbie technicznego strzału w wykonaniu Michała Trąbki, któremu zagrywał Pyrdoł.

W 29. minucie Pyrdoł ponownie szukał natomiast szczęścia technicznym uderzeniem zza pola karnego, ale ponownie zabrakło mu nieco precyzji. A minutę później znów w opałach byli ełkaesiacy, bo z piłką w ich polu karnym znalazł się Klimala. 21-latek bez namysłu posłał piłkę na bramkę ŁKS-u, ale dobrze ustawiony między słupkami był Malarz. Po trzech minutach golkiper łódzkiej jedenastki zebrał jeszcze większe brawa, bo po uderzeniu Bartosza Kwietnia z kilku metrów niektórzy widzieli już piłkę w siatce, a tymczasem za sprawą grającego z „1” zawodnika wynik pozostał bez zmian.

Na jedenaście minut przed przerwą kolejną znakomitą okazję wypracowali sobie dla odmiany łodzianie. Po zagraniu Ramireza z prawej strony dwukrotnie białostocką widownię mógł uciszyć Trąbka. Za pierwszym podejściem trafił jednak w słupek, a przy dobitce – obok bramki. Niewiele zabrakło, aby ta niewykorzystana sytuacja zemściła się w następnych minutach, lecz na szczęście dalej świetnie dysponowany był Malarz. W krótkim odstępie czasu bramkarz ŁKS-u zanotował kilka fantastycznych interwencji i to przede wszystkim jemu ŁKS zawdzięczał tzw. zero z tyłu.

Jakby emocji było mało, tuż przed upływem regulaminowego czasu pierwszej połowy sędzia Paweł Gil po starciu Maksymiliana Rozwandowicza z Martinem Pospisilem podyktował rzut karny dla Jagiellonii. Po analizie VAR rozjemca z Lublina zmienił jednak swoją decyzję, bo arbitrzy odpowiedzialni za wideo analizę dopatrzyli się jednego z graczy Jagi na spalonym. Pierwsza połowa zakończyła się zatem remisem, a że był to z przebiegu gry wynik jak najbardziej zasłużony najlepiej potwierdzają niezwykle wyrównane statystyki – po 9 strzałów (w tym po 3 celne), posiadanie piłki 50/50 oraz taki sam pokonany przez piłkarzy obu zespołów dystans (po 57 kilometrów).

Drugą część zmagań lepiej zaczęli miejscowi. Trzy minuty po wznowieniu spotkania w sytuacji sam na sam z Malarzem znalazł się Klimala, ale górą znów był bramkarz ŁKS-u, który zdołał wyłuskać piłkę spod nóg rywala. Po zmianie stron łodzianie na swoją okazję musieli czekać do 54. minuty. Po błyskawicznie wyprowadzonej przez Ramireza kontrze na dobrej pozycji znalazł się Sekulski, lecz zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i obrońcy zabrali mu piłkę. Dwie minuty później oglądaliśmy niemal identyczny kontratak w wykonaniu łodzian – niestety z identycznym zakończeniem. W międzyczasie prowadzenie mogła objąć Jaga, ale piłka strzale jednego z podopiecznych Ireneusza Mamrota odbiła się od nogi obrońcy i wyleciała na rzut rożny.

Z biegiem czasu tempo gry wcale nie słabło i w 58. minucie znów zagotowało się w polu karnym ŁKS-u. Po rzucie rożnym najwyżej wyskoczył Kwiecień, ale pomylił się o niecałe pół metra i z linii bramkowej wznowił zawody Malarz. W dalszej części meczu przewagę dalej mieli gospodarze, lecz łodzianie byli w stanie skutecznie się przeciwstawić atakom Jagiellonii. Tak było aż do 65. minuty, kiedy po kolejnym kornerze znów najwyżej w polu karnym ŁKS-u poszybował Bartosz Kwiecień i głową skierował piłkę do siatki. Dla 25-letniego obrońcy było to pierwsze trafienie w tym sezonie.

Po utracie gola ełkaesiacy dążyli do remisu, ale emocje w niedzielnym spotkaniu zakończyły się na 12 minut przed końcem. Przed własnym polem karnym fatalny błąd przy wyprowadzaniu piłki popełnił Jan Sobociński, co bezlitośnie wykorzystali Jesus Imaz (jako podający) i Klimala (jako ten, który dopełnił formalności i sprawił, że z głośników po raz drugi w ciągu niespełna kwadransa można było usłyszeć głos Zenona Martyniuka i zaaranżowaną przez niego specjalnie dla podlaskiego klubu przeróbkę „Przez twe oczy zielony”). Co gorsza, ŁKS zakończył spotkanie w dziesiątkę po dwóch żółtych kartkach dla Maksymiliana Rozwandowicza, a to oznacza, że w następnej kolejce sztab szkoleniowy nie będzie mógł skorzystać zarówno z Guimy, jak i z grającego na środku obrony kapitana zespołu (obaj muszą pauzować ze względu na cztery „żółtka”).

Po ostatnich udanych występach ŁKS poniósł dziewiątą w tym sezonie porażkę. Oby teraz tylko łodzianie znów nie stracili wiary w siebie i już w piątkowym meczu u siebie ze Śląskiem Wrocław potrafili wywalczyć komplet punktów. Ostatni mecz pierwszej rundy sezonu zasadniczego rozpocznie się przy al. Unii punktualnie o godzinie 18:00.


14. kolejka PKO Ekstraklasy / Jagiellonia Białystok – ŁKS Łódź 2:0 (0:0)

  • Bramki:1:0 Bartosz Kwiecień (66.), 2:0 Patryk Klimala (78.)
  • Żółte kartki: Taras Romanczuk (Jagiellonia) – Guima, Maksymilian Rozwandowicz, Kazimierz Moskal (ŁKS)
  • Czerwona kartka: Maksymilian Rozwandowicz 90′ (za drugą żółtą)
  • Sędzia: Paweł Gil
  • Widzów: 8444

Składy:

  • Jagiellonia Białystok: Damian Węglarz – Jakub Wójcicki, Ivan Runje, Bartosz Kwiecień, Bodvar Bodvarsson – Martin Pospisil, Taras Romanczuk – Tomas Prikryl (57′ Martin Kostal), Jesus Imaz (80′ Marko Poletanović), Juan Camara – Patryk Klimala
  • ŁKS Łódź: Arkadiusz Malarz – Jan Grzesik, Maksymilian Rozwandowicz, Jan Sobociński, Adrian Klimczak – Dragoljub Srnić – Piotr Pyrdoł (76′, Michał Trąbka (67′ Wolski), Guima, Dani Ramirez – Łukasz Sekulski (76′ Rafał Kujawa)
POWRÓT

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *



Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partner strategiczny

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partner techniczny

Partner medyczny

[FM_form id="1"]