
Artur Kraszewski

Artur Kraszewski
Było bardzo blisko pełni szczęścia. Po końcowym gwizdku czuliśmy niedosyt, ale jednocześnie dumę z postawy drużyny. W 32. kolejce Betclic 1. Ligi piłkarze ŁKS-u zremisowali na wyjeździe 2:2 ze Śląskiem Wrocław. W starciu z wiceliderem Łodzianie zdobyli gole po uderzeniu Fabiana Piaseckiego i samobójczym trafieniu Jehora Macenki.
Piłkarz meczu: Śląsk Wrocław vs. ŁKS Łódź
Twój typ po #ŚLĄŁKS? 🎩🎩🎩 (piłkarz meczu) | 🎩🎩 (bohater drugiego planu) | 🎩🎩 (warto wyróżnić)
ŁKS od pierwszych minut imponował agresywną i dobrze zorganizowaną grą w środku pola, pokazując, że nie zamierza ułatwiać zadania faworytowi, który w przypadku zwycięstwo już w poniedziałek zapewniłby sobie powrót po roku do PKO BP Ekstraklasy. W 11. minucie Łodzianie stworzyli sobie aż trzy okazje. Najpierw po uderzeniu Mateusza Wysokińskiego zza pola karnego gospodarzy uratował słupek, a przy dwóch kolejnych próbach Fabiana Piaseckiego skutecznie interweniował bramkarz Śląska.

Podopieczni trenera Grzegorza Szoki wygrywali walkę o pierwszą piłkę i umiejętnie przenosili ciężar gry, skutecznie unikając wysokiego pressingu rywali. O tym, jak dobrze ełkaesiacy radzili sobie we Wrocławiu, najlepiej świadczy fakt, że gospodarze przed przerwą ani razu poważnie nie zagrozili bramce Łukasza Bomby. Co więcej, wrocławianie oddali w pierwszej połowie zaledwie jeden strzał, podczas gdy łodzianie próbowali aż ośmiokrotnie.

Skuteczna okazała się próba z 42. minuty. Fabian Piasecki, który przez całą pierwszą połowę nękał Lamine’a Ba i pozostałych defensorów Śląska, cierpliwie czekał na swoją szansę. Po kolejnym przechwycie ŁKS-u w środku pola Andreu Arasa dograł do napastnika, a ten zachował zimną krew i czternastą w sezonie bramką udokumentował znakomitą pierwszą połowę w wykonaniu „Rycerzy Wiosny”. Warto do tego dodać, że chwilę wcześniej po starciu z rywalem na linii pola karnego upadł Krzysztof Fałowski i chociaż byliśmy pewni, że w tym przypadku sędzia podyktuje jedenastkę, ten nie dopatrzył się tutaj przewinienia.
Snajper znowu w akcji. Precyzyjnie. Z zimną krwią.
— ŁKS Łódź (@LKS_Lodz) May 11, 2026
📺 Oglądaj mecze @_1liga_ na https://t.co/V1MteXVIvM oraz w aplikacji @sport_tvppl. pic.twitter.com/3tqkMpr4ps
Chwilę po wznowieniu gry kibice Śląska doczekali się pierwszej w poniedziałek naprawdę groźnej sytuacji swojego zespołu. Na nasze szczęście znakomicie spisał się Łukasz Bomba, który obronił strzał Jehora Macenki oddany z bliskiej odległości. ŁKS odpowiedział niemal natychmiast, choć z podobnym skutkiem. Kolejne tego dnia prostopadłe podanie na wolne pole oraz świetna praca Fabiana Piaseckiego w walce o górną piłkę pozwoliły Jasperowi Löffelsendowi znaleźć się sam na sam z bramkarzem. Szkoda jedynie, że próba loba w wykonaniu Niemca okazała się niecelna.

ŁKS miał póki co sytuację pod kontrolą i jak na ironię losu stracił ją nieco chwilę po zdobyciu drugiego gola, na którego solidnie zapracował Andreu Arasa, bo to po akcji Hiszpana Jehor Macenko skierował piłkę do własnej bramki. Nasza radość tym razem trwała bardzo krótko, bo w następnej akcji Krzysztof Kurowski za sprawą skutecznej dobitki zdobył dla Śląska gola kontaktowego, a w 68. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i strzale głową Jehora Macenki na tablicy wyników widniał remis (2:2).

I jedni i drudzy nie rezygnowali ze zdobycia kolejnych goli także w końcówce spotkania, więc co rusz przenosiliśmy się z jednego pola karnego na drugą szesnastkę. Na bramkę Michała Szromnika uderzali jeszcze Fabian Piasecki, Mateusz Lewandowski i Andreu Arasa, z kolei nas postraszył w 89. minucie Jehor Macenko (tym razem piłka po strzale głową ukraińskiego obrońcy przemknęła tuż obok słupka).
Podopieczni trenera Grzegorza Szoki zremisowali 2:2 z wiceliderem, który swoją ewentualną fetę z okazji awansu musi przełożyć na następny weekend. W następnej serii spotkań zagramy na wyjeździe z Puszczą Niepołomice, a na stadionie Króla zobaczymy się 24 maja przy okazji meczu z Górnikiem Łęczna. Bilety na to spotkanie już w sprzedaży na bilety.lkslodz.pl.
Tagi: #ŚLĄŁKS