Aktualności

Miłość, nie przypadkowa randka. Najlepsze życzenia ŁKS-ie!

1
15 / 05 / 2018

Na początku nie byłeś dla mnie taki ważny. Owszem, przychodziłem do Ciebie, a raczej przyprowadzał mnie do Ciebie mój Tata. Tego dnia ważniejsza jednak była wcześniejsza wizyta w ZOO czy szaleństwa w Lunaparku. Skoro już przychodziłem to trzeba było znaleźć coś do roboty: podanie biletów Panu w kamizelce, jak najszybsze pokonanie wysokich schodów w tunelu prowadzącym na trybunę czy gimnastykowanie się na długiej, żółtej poręczy oddzielającej sektory.

Ba! Dużo ciekawsze było kopanie i rzucanie kamyczków z sypiących się schodów trybuny głównej. W końcu, gdy ludzie opuszczali stadion, ja byłem już w pełnej gotowości by za zgodą taty wykonać sprint na samą górę legendarnej trybuny, aby stamtąd móc podziwiać krajobraz łódzkich osiedli oraz Twoich boisk treningowych. Mimo, że obyty z wysokością, bo dom rodzinny to 6 piętro bałuckiego wieżowca to wtedy fajnie było przez kilka chwil pobyć tak wysoko.

Napawałem się tym widokiem i czekałem na kolejne wizyty u Ciebie. Te pokazywały mi inne atrakcje jakie miałeś dla mnie przygotowane. Stojący na przeciwko ludzie ciągle coś śpiewali od czasu do czasu machając balonami czy flagami. Głośno i rytmicznie zadawali pytania naszej stronie zrywając ludzi od nas do głośnego krzyku. My nie pozostawaliśmy dłużni odpowiadając czy włączając się do śpiewów. Na płotach zacząłem dostrzegać kolorowe flagi i obowiązkowo musiałem przeczytać każdy napis widniejący na nich.

Żółta poręcz, wbieganie po schodach czy rzucanie kamykami zaczęło schodzić na dalszy plan. Zapamiętywałem teksty przyśpiewek, wiedziałem kiedy unieść ręce w górę i oczywiście dumnie podnosiłem szalik do góry w odpowiednim momencie. Kręciłem głową na wszystkie strony obserwując ludzi i chłonąłem wszystko co działo się wokół nas, mimo że Tata zwracał uwagę abym obserwował boisko.

W ciągu tygodnia nie mogąc doczekać się kolejnej wizyty u Ciebie zasypywałem tatę pytaniami, a myjąc zęby wieczorem przypominałem sobie teksty stadionowych przyśpiewek. Z czasem zacząłem rozumieć, że najważniejsze rzeczy dzieją się tam na dole, na zielonym boisku po którym zawsze biegała drużyna w białych koszulkach. Tą drużyną był Łódzki Klub Sportowy…


Jestem przy Tobie odkąd pamiętam. Wychowałem się u Twojego boku: na Twoich boiskach treningowych, starej hali pod Trybuną, na Galerze, Trybunie czy sektorach wyjazdowych rozsianych po całej Polsce. Dumnie broniłem Twoich barw od rozgrywek trampkarzy, drużyn juniorskich, zespołu 4-ligowych rezerw, Młodej Ekstraklasy kończąc na pierwszej drużynie, gdy rozpoczynałeś nowy rozdział od IV ligi.

To Ty dałeś mi przyjaciół na resztę życia, u Ciebie kształtował się mój charakter, to u Ciebie spędziłem dzieciństwo i sportową przygodę mojego życia. Możesz próbować wyganiać mnie ze stadionu słabymi wynikami. Śmiało! Rozpal we mnie emocje, obudź nadzieję, a potem brutalnie złam serce.

Myślisz, że zwątpię i nie wrócę? Ile razy już to przerabialiśmy? Mimo, że wiele osób zapowiadało: „Chwilowa zajawka, dorośnie to mu przejdzie”, to gdy dziś planuję wizytę u Ciebie z moim synem chyba mogę stwierdzić, że jednak nie mieli racji. Zgoda. Gdybym czas przeznaczony na rozmowy o Tobie przeznaczył na naukę języków, dziś władałbym minimum kilkoma.

Nie musisz być najpiękniejszy, największy, najlepszy. Nie musisz. Wystarczy że jesteś. Dziękuję Ci za to. Mimo, że czasem się na Ciebie złoszczę, często chciałbym żebyś postępował inaczej i zdarza się, że po prostu mnie zawodzisz to pamiętaj: Wierzę w Ciebie i zawsze możesz na mnie liczyć!


110 lat staruszku! Twoje zdrówko i wszystkiego dobrego! Od mistrza Polski i meczów z Manchesterem United w eliminacjach Ligi Mistrzów do pojedynków z Czarnymi Rząśnia na piątym szczeblu rozgrywek. Caaaaały czas razem staruszku! Kłaniam Ci się nisko składając najlepsze życzenia i będąc wdzięcznym za chwile, które z Tobą przeżyłem.

Wiele za nami i mam nadzieję, że jeszcze więcej przed nami. A dlaczego dziś? A no dlatego, że wchodzimy w Twój kluczowy okres w 2018 roku. Przed najważniejszymi tygodniami w 110-lecie Twojego istnienia chciałbym żebyś uwierzył w siebie, a jednocześnie wiedział, że tak naprawdę ostateczny wynik nie ma znaczenia. Co by się nie wydarzyło, kolejny sezon rozpoczniemy znowu razem. W drugiej czy pierwszej lidze? Nie wiem. Wiem, że razem.

W ciągu kilkunastu najbliższych dni zdecydujesz czy wydusisz ze mnie łzy radości czy smutku. Jedno jest pewne, jak zawsze wzbudzasz emocje. Oczywiście mogłeś sprawę załatwić wcześniej i spokojniej, dbając o nerwy swoich sympatyków. Ty jednak zawsze robisz po swojemu. Ok, niech tak będzie. Ufam Ci. A może szykujesz nam petardę jakiej dawno nie było w postaci meczu barażowego? Rozkładam ręce, wypinam pierś, jestem gotowy na wszystko i pokornie czekam co tym razem mi zgotujesz wierząc w nadejście wielkich dni Łódzkiego Klubu Sportowego. Miłość, a nie przypadkowa randka. 110 lat wiary, miłości, walki. Twoje zdrowie Łódzki Klubie Sportowy!


  • Autor: Kura
  • fot. Dziennik Łódzki / Polsat Sport
POWRÓT






Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partnerzy

Partner strategiczny

Partner techniczny

Partner medyczny

[FM_form id="1"]