Aktualności

Jan Willem van Hoogenhuizen: Wolę ŁKS od Ajaksu

19
23 / 08 / 2017


Urodził się w Holandii, języka polskiego nauczył się dopiero w wieku dwunastu lat, a na pierwszy ligowy mecz ŁKS-u wybrał się jeszcze później. Teraz przekłada plany wakacyjne tylko po to, aby przyjechać do Polski i obejrzeć jak najwięcej spotkań „Rycerzy Wiosny” na żywo. Poznajcie Jana Willema van Hoogenhuizena, który w akcji „Twórcy Historii” wylicytował trening z pierwszą drużyną i plakat.

– Jak zaczęła się twoja przygoda z ŁKS-em?

– Nietypowo (śmiech). Grałem w jedną ze starszych odsłon gier FIFA, a ŁKS był chyba jedynym polskim klubem, który można było w niej prowadzić (w grze FIFA 99 dostępne były dwa kluby: ŁKS i Amica Wronki – przyp. red.). Później mama mi powiedziała, że mój starszy brat, kiedy jeszcze mieszkał w Polsce, występował w młodzieżówce ŁKS-u, a nawet w młodzieżowej reprezentacji Polski. Niestety brat też musiał wyjechać do Holandii i kariery na boisku nie zrobił.

– Długo czekałeś na swój pierwszy mecz Łódzkiego Klubu Sportowego na żywo.

– Byłem w Holandii sam i nie miałem nikogo, kto mógłby mnie zabrać na mecz, czy chociażby zachęcić do kibicowania tej, czy innej drużynie. Serce pociągnęło mnie jednak w stronę ŁKS-u, ale na swój pierwszy mecz pojechałem dopiero w wieku osiemnastu lat, kiedy miałem już prawo jazdy.

– Często odwiedzasz stadion przy al. Unii Lubelskiej 2? Domyślam się, że w twoim przypadku to dość skomplikowana sprawa.

– Zawsze, kiedy tylko mam okazję przyjechać do Polski, idę na mecz ŁKS-u. Kiedyś kolega namówił mnie na to, abyśmy pojechali na sparing z Mechanikiem Radomsk. Rok później znów byłem w Polsce i znów zahaczyłem o mecz sparingowy, a później to już zacząłem tak planować swoje wakacje w Polsce, aby pojawić się na meczach w Łodzi. Od dwóch lat przyjeżdżam do kraju na początku sierpnia, dzięki czemu jestem na stadionie ŁKS-u. Pierwszy ligowy mecz ŁKS-u, który zobaczyłem na żywo to spotkanie z Omegą Kleszczów. Pojawiłem się także na meczu z Pogonią Lwów, czyli na otwarciu nowego stadionu. Staram się bywać jak najczęściej, także na spotkaniach wyjazdowych. Byłem na meczu w Aleksandrowie Łódzkim, ale za swój prawdziwy debiut na wyjeździe uważam sobotni pojedynek w Wejherowie.

– Którego koniec końców kibice ŁKS-u nie mogli obejrzeć.

– Niestety, ale i tak miałem satysfakcję, bo przecież pojechałem na drugi koniec Polski za swoim klubem. Chciałem tam być, wesprzeć chłopaków w ich walce o trzy punkty.

– Sam też grasz w piłkę.

– Jestem zawodnikiem holenderskiego S.V.S ’65 Spijk. I nie ukrywam, że moim marzeniem jest zagrać w przyszłości choćby i w rezerwach ŁKS-u, bo to jest mój ukochany klub. Oczywiście mieszkam w Holandii, ale nie marzę o Ajaksie lub Feyenoordzie, bo dla mnie to ŁKS jest klubem wyjątkowym. To prawda, że tam są  lepsi piłkarze, bogatsze kluby, ale atmosfery takiej jak w Polsce nie ma na pewno. A atmosfera towarzysząca meczom ŁKS-u to już zupełnie niezwykła rzecz. Spotkałem w Holandii ludzi, którzy jeżdżą od lat na Ajax, ale nie znają żadnego kibica, a tutaj w krótkim czasie poznałem mnóstwo fajnych osób. Przy okazji przeczytałem wiele książek i dzięki temu o historii ŁKS-u wiem coraz więcej. I bardzo mnie cieszy, że ŁKS pnie się w górę. Mam nadzieję, że nim wrócę tu na stałe, ŁKS będzie już grał w ekstraklasie.

– Twoja przygoda z futbolem, tym na boisku, a nie na trybunach, też rozpoczęła się w Holandii?

– Zaczęło się tak, jak z reguły się zaczyna. Z kolegami z wioski, w której mieszkałem graliśmy w piłkę na podwórku. A że mamy tam klub piłkarski zdołałem przekonać mamę, aby mnie do niego zapisała. Zaczynałem na obronie, bo trener uważał, że nie mam odpowiednich warunków, aby występować między słupkami. Kilka lat później, kiedy przeszedłem do innej kategorii wiekowej w drużynie akurat brakowało bramkarza. Zgłosiłem się więc i od tego momentu gram na tej pozycji i to w podstawowym składzie. W seniorach trafiłem do trzeciej drużyny, potem do drugiej i o mały włos nie zostaliśmy w zeszłym roku mistrzami czwartej ligi rezerw. W tym roku już nie mam szansy dostania się do pierwszej drużyny, bo w okresie przygotowawczym do nowych rozgrywek trwającym od 5 sierpnia znów wybrałem ŁKS.

– Wziąłeś udział w poniedziałkowym treningu pierwszej drużyny, który był nagrodą za twoje zaangażowanie w akcję „Twórcy Historii”.

– Zacząłem tak, jak zaczynają inni kibice, czyli kupowałem koszulki i inne pamiątki klubowe. Kiedy rozpoczęły się licytacje na forum strony kibiców nie wzbudziłem zaufania, bo zamawiałem bardzo dużo rzeczy, a byłem przecież nowym użytkownikiem serwisu. Wkrótce jednak wszyscy przekonali się, że jestem prawdziwym kibicem, a ja mam teraz cały pokój obwieszony flagami i szalami ŁKS-u. Dziś dostałem od was plakat, który zamierzam zawiesić w swoim klubie.

– Często opowiadasz w Holandii o ŁKS-ie? Twoi koledzy z szatni znają nasz klub?

– Znają doskonale i to nawet przyśpiewki kibiców. Często zdarza się, że jak wracamy z meczu to odtwarzam im z telefonu doping ze stadionu ŁKS-u. Wiedzą jak ważny jest dla mnie ŁKS, wiedzą też gdzie gra. Znają jego obecną sytuację i historię. Opowiadałem im o najlepszych latach i o tych złych także.

– Jesteś zatem doskonałym ambasadorem marki ŁKS w Holandii.

– Mam nadzieję, że nie tylko tam. Zakupiłem karnet na cały sezon, wsparłem akcję „Twórcy Historii”. Podarowałem też trochę pieniędzy młodzieży. Staram się każdego roku pomóc przy organizacji wigilii dla dzieci i innych inicjatywach. Jeszcze przed wyjazdem do Holandii zamierzam kupić nową koszulkę meczową, poza tym piję „Rodowite” i „Rodowitą”. Robię co mogę (śmiech).

– Kiedy wyjechałeś do Holandii?

– Urodziłem się tam. Moja mam wyjechała z kraju, ożeniła się z Holendrem. Tam też się wychowałem, ale w Pabianicach mam mieszkanie po dziadkach. Kiedy rodzice się rozwiedli zostałem sam z mamą i staramy się raz w roku, a niekiedy częściej przyjeżdżać do Polski. Zresztą kocham Polskę. W Holandii mnie pytają, czy bardziej się czuję Holendrem czy Polakiem, a ja zawsze odpowiadam, że Polakiem. To oczywiste. Specjalnie przyjechałem do kraju na komisję wojskową. Znajomi mieszkający w Holandii twierdzili, że to głupota, ale ja chciałem spełnić swój obowiązek.

– Wspominałeś wcześniej, że lubisz zwiedzać Polskę, szczególnie miejsca związane z naszą historią.

– Zgadza się. Nawet jak pojechaliśmy w sobotę do Wejherowie to postanowiłem przy okazji tego wyjazdu zwiedzić Westerplatte. Moim zdaniem to ważne miejsce w naszej historii, a ja o tej historii staram się pamiętać i ciągle się jej uczę. Każdego roku biorę udział w Marszu Powstania Warszawskiego, planuję też odłożyć pieniądze i przyjechać na Marsz Niepodległości. Przy okazji czytam książki, oglądam filmy, słucham patriotycznej muzyki. Historia jest dla mnie bardzo ważna. Mój świętej pamięci dziadek walczył z Niemcami podczas drugiej wojny światowej w bitwie nad Bzurą. Jakiś czas temu mama znalazła w domu jego medal za udział w kampanii wrześniowej. Dziadek wiele mnie nauczył, zaszczepił we mnie miłość do ojczyzny i patriotyzm. Zresztą i moja mama była w Solidarności.

– Świetnie mówisz po polsku.

– Zawsze starałem się dużo mówić w naszym języku. Poza tym mama tego pilnowała, na przykład bardzo dużo czytała mi po polsku. W wieku dwunastu lat sam zapragnąłem nauczyć się języka polskiego. I szybko mi się udało.

Jeżeli znacie ciekawe historie kibiców ŁKS-u – napiszcie do nas na marketing@lkslodz.pl 

POWRÓT


  • Adam paliwoda

    Brawo dla tego chłopaka,więcej takich oddanych fanów i nie tylko bo też gra w piłkę,dlatego ŁKS zawsze był jest i będzie w Łodzi numerem jeden eŁŁŁKKKSSSa



Sponsor strategiczny

Sponsorzy

Partnerzy

Partnerzy II

Partnerzy III

Partner strategiczny

Partner techniczny

Partner medyczny

NEWSLETTER

ZAPISUJĄC SIĘ NA NEWSLETTER OŚWIADCZAM, ŻE ZAPOZNAŁEM SIĘ Z REGULAMINEM I WYRAŻAM ZGODĘ NA PRZETWARZANIE MOICH DANYCH OSOBOWYCH

FreshMail.pl

NEWSLETTER ŁKS

Zapisz się i bądź na bieżąco

FreshMail.pl